Część 2
Pięć dni później Daniel wrócił opalony, roześmiany i trzymał w ręku trzy designerskie torebki, które Celeste najwyraźniej wybrała dla siebie. Otworzył drzwi wejściowe niczym zwycięski król wracający do domu, wciąż mając w domu okulary przeciwsłoneczne.
„Grace?” zawołał. „Nie dramatyzuj, dobrze? Przez połowę czasu nie miałem zasięgu”.
Celeste weszła za nim ubrana w białą pościel, pachnąca kremem z filtrem i drogimi perfumami. Vivian podążała za nią z podjazdu, już z uśmiechem na ustach, który nie dawał żadnych oznak zniszczenia.
Wtedy Daniel zauważył otwarte drzwi do pokoju dziecięcego.
Łóżeczko było puste.
Okulary przeciwsłoneczne zsunęły mu się z nosa. „Gdzie jest mój syn?”
Stałam na korytarzu w czarnych spodniach, czystej bluzce i bez obrączki. Moje ciało wciąż pulsowało po porodzie. Moje oczy były puste. Ale ręce trzymały się pewnie.
„W szpitalu” – powiedziałam.
Twarz Daniela zbladła. „W jakim szpitalu?”
„W tym, z którego ignorowałaś dziewiętnaście telefonów”.
Celeste przewróciła oczami. „O mój Boże, Danielu, ona cię karze. Młode mamy dramatyzują”.
Spojrzałam jej prosto w oczy. „Noworodki dostają zapalenia płuc”.
Torby z zakupami wyślizgnęły się Danielowi z rąk.
Vivian warknęła: „Zniż głos. Sąsiedzi mogą usłyszeć”.
„Dobrze” – powiedziałam.
Po raz pierwszy mrugnęła.
Daniel ruszył w stronę schodów. „Idę do niego”.
„Nie, nie idziesz”.
Zamarł. „Słucham?”
Uniosłam złożony nakaz sądowy. „Nakaz ochrony w nagłych wypadkach. Tymczasowa opieka wyłączna. Nie wolno ci zbliżać się do Noaha do czasu rozprawy”.
Otworzył usta, a potem je zamknął. Celeste zaśmiała się krótko i nerwowo. „To nieprawda”.
Vivian sięgnęła po dokument. Odsunęłam go.
„Spróbuj mnie jeszcze raz dotknąć” – powiedziałam – „a raport policyjny się wydłuży”.
Daniel patrzył na mnie, jakbym zmieniła się w kogoś innego. Tu się mylił. Nie zmieniłam się. Wróciłam.
Przez te pięć dni, podczas gdy Noah walczył pod rurkami tlenowymi, pracowałam między wizytami w szpitalu, pompując mleko obok laptopa. Mój były partner