Kiedy Aurèle próbowała złapać mnie za ramię, natychmiast interweniowała.
„Nie dotykaj jej”.
Rozpoznał ją od razu.
„Ty”.
„Mnie. I radzę ci się zastanowić, zanim zaczniesz grozić ciężarnej kobiecie w obecności świadków”.
Wyjąłem z torby kilka kartek papieru.
Nie wszystkie dowody.
Tylko tyle, żeby ta impreza zamieniła się w proces.
„Przelew bankowy na konto »Salomé i nasze dziecko«. Wiadomości, w których mówi o mieszkaniu. Płatności dokonano moją kartą. Faktury z tego paragonu”.
cja.
Salomé spojrzała na Aurèle z niezrozumieniem.
„Powiedziałaś mi, że jesteście w separacji…”
Poczułam coś dziwnego.
Nie zazdrość.
Zmęczenie.
„Powiedział wszystkim” – odpowiedziałam.
Aurèle zacisnął zęby.
„Dość tego.”
„Nie. Zaczyna się.”
Potem Salomé mruknęła:
„Nic nie wiedziałam o mieszkaniu.”
Aurèle odwróciła się gwałtownie w jej stronę.
„Zamknij się.”
To słowo zabrzmiało jak policzek.
Ostry.
Gwałtowny.
Do niej.
Do mnie.
Do wszystkich obecnych kobiet.
Salomé odsunęła się.
„Nie mów do mnie w ten sposób.”
Thaïs już podniosła telefon.
„Wszystko jest nagrywane.”
Twarz Aurèle się zmieniła.
Béatrice próbowała ratować, co mogła.
„Mój syn po prostu popełnił błąd. Izolda jest bardzo niestabilna od czasu ciąży”.
Coś we mnie pękło.
Nie jednym dźwiękiem.
W ciszy.
„Twój syn powiedział mi, że jest spłukany, kiedy płaciłam za konsultacje, witaminy i zakupy. Twój syn wykorzystał moje konta, żeby to sfinansować. A ty próbowałeś nakłonić mnie do podpisania umowy najmu mieszkania, kiedy byłam w ciąży”.
Zapadła kompletna cisza.
Nawet kelnerzy przestali się ruszać.
„Ale dzisiaj” – ciągnęłam – „nie masz już dostępu do moich pieniędzy, mojego domu ani mojej córki”.
Aurèle gorzko się zaśmiała.
„Twoja córka? Ona też jest moja”.
Nagle ścisnęło mnie w żołądku.
Bardzo ciężko.
Odetchnęłam.
Raz.
Dwa.
Trzy razy.
„Biologicznie tak. Ale ojciec nie grozi kobiecie w ciąży, że zabierze ją do domu”.
Wykrzywił twarz.
W końcu wyrzucił z siebie:
„Wszystko cofnę”.
I tym razem wszyscy go usłyszeli.
Ani śladu.
Ani szeptu.
Własnego głosu.
Pośród kości słoniowej i kieliszków do szampana.
Thaïs lekko się uśmiechnął.
„Dziękuję, Aurèle”.
Zrozumiał za późno.
Wtedy ból mnie przeszył.
Głęboki.
Przemożny.
Jak dłoń zamykająca się we mnie.
Zgięłam się wpół.
Thaïs natychmiast mnie złapał.
„Izoldo!”
Aurèle podeszła.
„Co jej jest?”