— Jak to sprzedać ziemię? — zapytała.
Popatrzyłam na nią uważnie.
Po raz pierwszy zauważyłam, że ona naprawdę nie znała całej prawdy. Była okrutna, zaborcza, przekonana, że syn zasługuje na wszystko. Ale chyba nie wiedziała, że on używa także jej.
Marta podała Krystynie kopię projektu umowy.
— Proszę przeczytać.
Krystyna wzięła kartkę. Jej oczy przesuwały się po tekście coraz wolniej.
— Powiedziałeś mi, że Ewa sama chce przepisać część ogrodu, bo nie daje rady go utrzymać — wyszeptała.
— Mamo, zamknij się — warknął Marek.
W salonie zapadła cisza.
Krystyna cofnęła się, jakby ją uderzył.
Patrzyłam na nią i zobaczyłam coś niespodziewanego. Strach. Krótki, szybki cień w oczach kobiety, która przez lata uczyła syna, że świat powinien mu ustępować. Teraz ten sam syn kazał jej milczeć takim tonem, jakim mówił do mnie.
Adam, mój brat, zrobił krok naprzód.
— Uważaj, jak mówisz.
Marek odwrócił się do niego.
— To nie twoja sprawa.
— Moja siostra jest moją sprawą.
Te słowa uderzyły mnie tak mocno, że musiałam mrugnąć, żeby nie rozpłakać się na oczach wszystkich.
Marek wszedł do przedpokoju. Zobaczył kartony. Jeden po drugim. Jego życie spakowane równo i bez gniewu.
— Ty naprawdę myślisz, że możesz mnie wyrzucić? — zapytał cicho.
— Nie wyrzucam cię. Ty wyszedłeś sam, żeby dać mi nauczkę.
— To był małżeński konflikt.
— To był element nacisku.
Marta odchrząknęła.
— Panie Marku, przypominam, że nie jest pan właścicielem nieruchomości. Jeśli chce pan dochodzić jakichkolwiek praw, proszę zrobić to przez pełnomocnika. Dziś odbiera pan rzeczy.
Marek roześmiał się nerwowo.
— Ewa, powiedz jej, że przesadza. Przecież wiesz, że ja bym nigdy…
— Wiem, co znalazłam.
— To nie było tak.
— Było dokładnie tak. Tylko pierwszy raz przeczytałam drobny druk twojej miłości.
Zaczerwienił się.
— Będziesz tego żałować.
— Nie tak bardzo, jak żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej.
Krystyna nadal trzymała kartkę. Jej ręce drżały.
— Marek… ty masz długi?
Spojrzał na nią z wściekłością.
— Dzięki komu? Kto ciągle potrzebował pieniędzy? Kto dzwonił po każdy remont, każdy rachunek, każdy wyjazd?
Kobieta pobladła.
— Mówiłeś, że to żaden problem.
— Bo miałaś przestać pytać!
Wtedy zobaczyłam, jak cała jej duma rozpada się na oczach. Nie było mi jej żal tak, jak może kiedyś byłoby mi żal. Ale poczułam dziwny smutek. Bo przez lata walczyła ze mną o syna, nie widząc, że wychowała mężczyznę, który żadnej kobiety nie traktował jak człowieka — nawet własnej matki.
— Zabierz swoje rzeczy — powiedziałam do Marka.
Odwrócił się do mnie z nienawiścią.
— Myślisz, że wygrałaś?