CZĘŚĆ 2: Lista gości
O szóstej rano już gotowałam.
Cały dom pachniał pieczoną kaczką, masłem czosnkowym, marchewkami glazurowanymi miodem, świeżym rzemieślniczym chlebem, jabłkami z cynamonem i drogą kawą — dokładnie tą marką premium, którą Ethan najbardziej lubił. Ekskluzywne srebrne sztućce lśniły idealnie wzdłuż dwunastoosobowego mahoniowego stołu, a kryształowe kieliszki łapały blade poranne słońce.
Beatrice zeszła jako pierwsza, owinięta perłami słodkowodnymi i absolutną arogancją. Jej oczy rozszerzyły się na widok wystawnej uczty. Potem usta wygięły się w zadowolony uśmiech.
— No proszę — powiedziała, wygładzając szlafrok. — Ból potrafi być bardzo pouczający.
Postawiłam porcelanową miskę na stole.
— Dzień dobry, Beatrice.
Zamrugała, zaskoczona chłodnym użyciem jej imienia zamiast słowa „mamo”.
Ethan pojawił się dziesięć minut później w granatowym szlafroku, z mokrymi włosami i zadowolonym uśmiechem. Zatrzymał się w progu, patrząc na ogromną ucztę jak zwycięski król, który wrócił po należny mu hołd. Jego wzrok na chwilę przesunął się po moim posiniaczonym policzku, a potem wrócił do zastawionego stołu.
Uśmiechnął się szeroko.
— Dobrze, że wreszcie przyszłaś po rozum do głowy, Maya!
Beatrice cicho zaśmiała się z krzesła.
— Widzisz, Ethan? W końcu zrozumiała swoje miejsce.
Spokojnie nalałam świeżej kawy do jego filiżanki.
Ethan ciężko usiadł u szczytu stołu, dokładnie tam, gdzie chciałam, żeby usiadł.
— Powinnaś była zrobić to lata temu. Nasze małżeństwo byłoby o wiele łatwiejsze.
— Dla kogo? — zapytałam.
Jego uśmiech natychmiast się zwęził.
— Ostrożnie, Maya.
Zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, głośno zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zmarszczył brwi i spojrzał na zegarek.
— Spodziewasz się kogoś?
— Tak.
Jego matka zesztywniała na krześle.
— Na śniadanie?
— Gości — powiedziałam po prostu.
Ethan odchylił się, krzyżując ramiona.
— Świetnie. Niech zobaczą, jak wreszcie stałaś się posłuszna.
Poszłam do holu i otworzyłam ciężkie drzwi.
Pierwsza weszła Fiona Vance, moja prawniczka, ubrana w ostry szary garnitur zaprojektowany tak, żeby zadawać prawne rany. Za nią stało dwóch umundurowanych policjantów. Potem pan Hale, starszy wiceprezes z prywatnego banku. Następnie Julian, wspólnik biznesowy Ethana, blady i spocony. Na końcu młoda kobieta, którą Ethan kiedyś obojętnie przedstawił mi jako „tylko tymczasową asystentkę” — Fiona — ściskająca ciężką teczkę przy piersi jak tarczę.
Zadowolenie całkowicie odpłynęło z twarzy Ethana.
— Co to, do cholery, ma być, Maya? — warknął, wstając.
Wróciłam do jadalni i eleganckim gestem wskazałam puste miejsca przy stole.
— Śniadanie.
Nikt się nie uśmiechnął.
Fiona Vance usiadła bezpośrednio po mojej prawej stronie. Dwaj policjanci zostali przy kredensie, stojąc sztywno. Pan Hale otworzył skórzaną teczkę, a Julian za wszelką cenę unikał spanikowanego wzroku Ethana. Ręce młodej Fiony drżały gwałtownie, ale usiadła.
Perły Beatrice głośno kliknęły przy jej szyi, gdy zaczęła wpadać w panikę.
— Ethan, każ tym ludziom natychmiast opuścić nasz dom.
Ethan odsunął krzesło. W jego głosie narastała agresja.
— Wszyscy wynosić się z mojego domu. Natychmiast.
Główny policjant zrobił krok do przodu, trzymając dłoń blisko pasa.
— Panie Vance, proszę usiąść.
Ethan zamarł.
Po raz pierwszy w życiu nikt w pokoju nie wykonał jego rozkazu.
Wyjęłam tablet, położyłam go płasko dokładnie na środku stołu i nacisnęłam odtwarzanie. Donośny głos Ethana wypełnił ciche pomieszczenie:
„Jutro rano śniadanie ma być gotowe. Prawdziwe śniadanie. Bez nastawienia. Bez tej zimnej twarzy.”
Potem rozległ się nie do pomylenia ostry dźwięk uderzenia w twarz.
Zadowolony uśmiech Beatrice zgasł natychmiast.
Następne nagranie popłynęło chwilę później. Głos Beatrice zabrzmiał wyraźnie, czysto i wyjątkowo okrutnie:
„Żonę trzeba korygować od początku, Ethan.”
Ethan gwałtownie rzucił się przez stół, żeby chwycić tablet, ale policjant natychmiast złapał go za nadgarstek i zmusił do powrotu na miejsce.
Spojrzałam na mojego męża, a mój głos opadł do lodowatego szeptu.
— Wybrałeś niewłaściwą kobietę, Ethan.