„Ochrona teraz działa na naszą korzyść, Richard” – przerwał mu Silas. Jego głos nie był głośny, ale przeciął nagłą, duszną ciszę sali balowej niczym kosa.
Silas zrobił krok naprzód, górując nad Richardem, i podał mu elegancki, czarny folder.
„Jestem Silas Vanguard, szef przejęć” – przedstawił się płynnie Silas. Wskazał na swoją prawą stronę. „To Harper, który właśnie legalnie zajął twoje zagraniczne konta z powodu dość rażącego naruszenia twoich zobowiązań powierniczych. Rowan, który z powodzeniem wykupił pozostałych członków zarządu o 16:00 dziś po południu. I Clara, która obecnie rozsyła dokumenty dotyczące defraudacji twojego syna, wraz z rachunkami z kasyn, do wszystkich głównych serwisów informacyjnych na wschodnim wybrzeżu.
Richard śmiertelnie zbladł. Wyglądał, jakby podłoga pod nim zniknęła. Jego wzrok biegał gorączkowo, dziki niczym osaczone zwierzę, od czterech potężnych tytanów z powrotem do mnie.
Zrobiłem krok naprzód, biorąc kieliszek szampana od sparaliżowanego kelnera. Upiłem powolny, rozważny łyk, a moje spojrzenie utkwiło w jego przerażonym spojrzeniu.
„Opuściłeś mnie, bo nie mogłem ci zostawić spadku, Richardzie” – powiedziałem, a mój głos niósł się wyraźnie w martwej ciszy sali. „Więc sam go zbudowałem. A dziś wieczorem mój spadek właśnie kupił twój za grosze”.
Sala eksplodowała. Błyski paparazzi zaczęły migać niczym błyskawice. Paniczne szepty przetoczyły się przez tłum, gdy telefony komórkowe zaczęły wibrować, powiadamiając o pilnych wydarzeniach. Zrozpaczony, hiperwentylujący Richard obrócił się i chwycił swojego biologicznego syna, Gregory’ego, za
klapy marynarki, błagając go, by wezwał ich obrońców.
Oczy Gregory’ego były szeroko otwarte z przerażenia. Gwałtownie odepchnął ojca. „Nie mogę!” krzyknął Gregory, przekrzykując hałas tłumu. „Dziś rano zawarłem umowę z FBI o immunitet! Dałem im wszystko, tato! Przepraszam!”
Richard zatoczył się do tyłu, zupełnie sam, trzymając się za pierś. Zanim jednak zdążył ogarnąć ostateczną zdradę własnego rodu, ciężkie mosiężne drzwi sali balowej ponownie się otworzyły i oddział mężczyzn w ciemnych wiatrówkach z napisem „FBI” ruszył zdecydowanym krokiem nawą, wpatrując się w niego.
Rozdział 5: Ciasto i pokuta
Dezintegracja życia Richarda w ciągu następnych czterdziestu ośmiu godzin była absolutna i przerażająco szybka. To była mistrzowska lekcja ruiny.
Jego aktywa zostały natychmiast zamrożone na mocy nakazu federalnego. Poranne gazety były zapełnione upokarzającymi, wysokiej rozdzielczości zdjęciami paparazzi Camilli na lotnisku JFK, gorączkowo próbującej wsiąść na pokład samolotu do Genewy z torbą podróżną wypchaną w całości niedocenioną biżuterią. We wtorek po południu ukochana rezydencja Richarda – mauzoleum, za które mnie wymienił – została przejęta przez bank, a drzwi zamknięte na kłódkę. Stanowiło to poetycką, zimną analogię do pustego pokoju dziecięcego, w którym mnie zostawił.
Podczas gdy Richard drżał w sterylnym, pozbawionym okien pokoju przesłuchań, pozbawiony garnituru Brioni, sznurówek i godności, podczas gdy agenci federalni skrupulatnie przedstawiali obciążające go zeznania jego syna, ja byłam kilometry stąd, skąpana w neonowym świetle.