Akta ujawniły coś gorszego.
Zawyżone faktury. Fikcyjni dostawcy. Duplikaty umów. Przelewy do firm-słupów. Ponad siedemset milionów pesos zdefraudowanych z Grupo Mendoza Infraestructura.
A znaczna część tych pieniędzy trafiła do luksusowego apartamentu w Polanco, kupionego na nazwisko Ximeny Rivas, jego asystentki i kochanki.
Zrobiło mi się niedobrze, gdy zobaczyłam zdjęcia: Rodrigo i Ximena w Los Cabos w Nowym Jorku, w restauracjach, gdzie jedna butelka kosztowała więcej niż miesięczna pensja robotnika.
„Twój ojciec odkrył wszystko dwa tygodnie temu” – powiedział cicho Arturo. „Spędzał noce przeglądając dokumenty. Stres pogorszył stan jego serca”.
To nie było morderstwo.
Ale ambicja Rodriga doprowadziła mojego ojca na skraj wytrzymałości.
Podczas prywatnej stypy rodzina Mendozów się nie pojawiła. Ani kwiatka. Ani jednego telefonu.
Przybyła tylko Ximena.
Weszła w jaskrawoczerwonej sukience, ciemnych okularach przeciwsłonecznych i z jadowitym uśmiechem. Podeszła do puszki na datki, zostawiła banknot pięćset pesos i pochyliła się nad trumną.
„Rodrigo prosił mnie, żebym ci powiedziała, żebyś jak najszybciej opuściła jego dom” – wyszeptała. „Wkrótce się wyprowadzam. Wiesz, jako nowa pani Mendoza”.
Zobaczyłem diamentowy naszyjnik na jej szyi.
Od razu go rozpoznałem.
W dokumentach finansowych figurował jako „sprzęt bezpieczeństwa przemysłowego”.
„Ciesz się nim” – powiedziałem. „Ten naszyjnik będzie bezcennym dowodem dla prokuratury”.
Uśmiech ledwo mu błysnął.
Po pogrzebie legalnie przejąłem kontrolę nad osiemdziesięcioma procentami grupy, która finansowała firmę Rodriga. Ale nie wnioskowałem o jego natychmiastowe aresztowanie.
Rodrigo musiał upaść pod własnym ciężarem.
Herrera zastawił pułapkę: fałszywy megaprojekt o nazwie Torres del Río, rzekomo wielomilionowy projekt w Santa Fe z zagranicznymi inwestycjami. Ujawniliśmy poufne dokumenty, wystarczająco, by skusić zdesperowanego mężczyznę.
Rodrigo połknął przynętę.
Zastawił maszyny, które do niego nie należały. Obiecał zamrożenie aktywów. Pożyczył pięćset milionów pesos od prywatnych pożyczkodawców. Przekupił dwóch dyrektorów, żeby wyprzedzić przetarg.
Tydzień później zorganizował konferencję prasową w hotelu przy Reforma Avenue. Zaprosił inwestorów, dziennikarzy i pracowników. Włożył swój najlepszy garnitur, uśmiechnął się do kamer i ogłosił, że zostanie mianowany dyrektorem regionalnym projektu.
Punkt o 9:30, gdy uniósł złoty długopis, żeby złożyć podpis, otworzyły się drzwi do pokoju.
Wszedłem w białym garniturze, z panem Herrerą po prawej stronie, biegłymi rewidentami po lewej i ochroniarzami za mną.
Rodrigo upuścił długopis.
Wszedłem na podium, położyłem na nim czarny pendrive i wziąłem mikrofon.
„Zanim ktokolwiek podpisze” – powiedziałem – „Meksyk zasługuje na to, żeby wiedzieć, kto tak naprawdę sfinansował tę firmę i kto ukradł jej co do jednego peso”.
Ogromne ekrany rozświetliły się.
A twarz Rodrigiego zbladła.
CZĘŚĆ 3
Na ekranach wyświetlały się przelewy bankowe, fałszywe faktury, duplikaty umów, podpisy cyfrowe, nieruchomości zarejestrowane na nazwisko Ximeny Rivas oraz płatności podszywające się pod materiały budowlane.
W całej sali zapadła cisza.
Rodrigo wpatrywał się w ekrany, jakby przestępstwa te były czyjeś. Godzinę temu pozował do zdjęć, grając niepowstrzymanego biznesmena. Teraz wyglądał jak dziecko uwięzione z rękami w otwartym sejfie.
Adwokat Herrera podszedł do mikrofonu.
„Z wyraźnego polecenia śp. pana Ernesto Aguilara, pani Mariana Aguilar jest prawowitą właścicielką osiemdziesięciu procent grupy kontrolnej. Od tej chwili Rodrigo Mendoza zostaje usunięty ze wszystkich stanowisk kierowniczych”.
W sali rozległ się wściekły szmer.
Rodrigo chwycił się podium obiema rękami.