CZĘŚĆ 2
Claire wyszła z pokoju 10 minut później, twierdząc, że potrzebuje poprawek makijażu. Elise znalazła ją w cichym korytarzu na drugim piętrze, z telefonem przyciśniętym do piersi.
Oczy panny młodej były zaczerwienione.
„Mathis zawsze mi mówił, że jest jedynakiem” – mruknęła.
Eliza nie odpowiedziała.
Claire spojrzała na dokumenty, które właśnie otrzymała: stare nagranie, wymuszony list z rezygnacją, korespondencję między Henrim Vallonem a inwestorami, w której Elise została określona jako „nieodpowiednia”, „poważnie dyslektyczna”, „niemożliwa do publicznego przedstawienia”. Potem to zdanie, wypowiedziane przez Henriego spokojnym głosem: „Po maturze usuniemy ją z tego obrazu. Mathis sam udźwignie spadek”.
Claire zadrżała.
„Wiedział?”
„Mathis był w drzwiach. Zaśmiał się”.
Panna młoda powoli zdjęła tymczasową obrączkę, tę, którą Mathis dał jej tego samego ranka w ratuszu.
„Mój ojciec miał w poniedziałek zainwestować 18 milionów w Maison Vallon”.
Eliza w końcu na nią spojrzała.
„Wiem”. „
Claire zrozumiała wtedy, że małżeństwo nie tylko się rozpada.
Całe imperium Vallonów właśnie zostało uwikłane.
CZĘŚĆ 3
Kiedy Elise wróciła na dół, salon nie przypominał już przyjęcia. Białe bukiety wydawały się zbyt duże, świece zbyt liczne, a uśmiechy zbyt wymuszone. Mathis rozmawiał półgłosem z ojcem przy bocznych drzwiach. Ariane siedziała z obiema rękami opartymi na kolanach, jakby bała się, że znowu zaczną drżeć przed wszystkimi.
Pan Delmas, ojciec Claire, właśnie otworzył e-mail wysłany przez prawnika Elise. Jego twarz, początkowo obojętna, stwardniała. Przeczytał ponownie jeden dokument, potem drugi. Kiedy spojrzał na Henriego, jego uprzejmy uśmiech zniknął.
„Ukryłaś przede mną, że twoja córka zarządza Ligne Claire?”
Henri zacisnął szczękę.
„To nie takie proste”.
„Ważne rzeczy rzadko są proste. Ale…”
Deklarowali swoje zamiary.
Goście wokół nich udawali, że nie słuchają. Wszyscy słuchali.
Ligne Claire nie była już małą, niszową marką. W ciągu czterech lat stała się jednym z najpilniej obserwowanych francuskich domów mody: eleganckie ubrania, uniwersalne kroje, niewidoczne magnetyczne zapięcia, pomysłowe kieszenie, odpowiedzialne materiały, ubrania projektowane dla kobiet, które nie chcą wybierać między pięknem a wygodą. Pisały o tym magazyny. Dzwonili zagraniczni kupcy. Wspominali o tym młodzi projektanci. A przez ostatnie dwa lata Maison Vallon tracił klientów, pracownie i kontrakty.
Henri szukał więc sojuszu. Rodzina Delmasów zapewniła pieniądze, sieci kontaktów, dystrybucję. Mathis zapewnił markę. Claire z kolei myślała, że wychodzi za mąż za ambitnego mężczyznę, a nie za kłamcę wychowanego na przyćmienie siostry.
Élise stała przy oknie wykuszowym, wyprostowana w swojej sukience. Nie krzyczała. Nie musiała. Prawdziwa siła tamtej nocy tkwiła w tym, że nie musiała już tłumaczyć swojego bólu tym, którzy go wywołali.
A jednak na nowo przeżywała noc, w której wszystko się zaczęło.
Miała 18 lat. Dzień przed maturą z języka francuskiego szukała formularza zgłoszeniowego w biurze ojca w Lyonie, w dużym domu rodzinnym, który pachniał woskiem pszczelim, piwoniami i już podjętymi decyzjami. Zawsze miała problemy z papierkową robotą. Litery się wymykały, wiersze się plątały. Jej jąkanie powracało, gdy Henri patrzył na nią zbyt długo.
Drzwi biura były uchylone.
Usłyszała głos ojca w telefonie.
„Élise nie nadaje się do reprezentowania rodzinnego biznesu. Jej dysleksja jest aż nazbyt widoczna, podobnie jak wada wymowy. Brakuje jej opanowania przed Mathisem. Musimy przygotować czystą sukcesję”.
Zamarła, przyciskając sztywną teczkę do piersi.
Wtedy na korytarzu pojawił się Mathis. Słyszał wszystko. Uśmiechnął się i bezgłośnie wypowiedział:
„Nieudany śmieć”.
Henri wyszedł z biura. Nie przeprosił. Nawet nie spojrzał na nią jak na zranioną dziewczynę.
„Usłyszałaś to, co powinnaś usłyszeć” – powiedział. „Wychodzisz dziś wieczorem. Nie chcę, żebyś znowu używała nazwiska Vallon”.
Jej matka stała na szczycie schodów, w szlafroku. Ariane zakryła usta dłonią, ale nie wydobyła z siebie ani słowa. Ani jednego. Ta cisza była bardziej gwałtowna niż rozkaz ojca.
Élise spakowała walizkę w 40 minut. Zapomniała butów. Na zewnątrz padał tak ulewny deszcz, że brama zdawała się rozpływać w nocy. Henri zabrał jej klucze do domu. Mathis obserwował ich z wejścia z założonymi rękami.
„Co mam ludziom powiedzieć?” – zapytała.
Henri otworzył drzwi.