„Mój syn jest mężem Camille” – odpowiedziałam.
Pani Henderson od razu zrozumiała, kim jestem.
Camille podbiegła i zacisnęła dłoń na moim ramieniu.
„Marjorie” – powiedziała – „poznałaś słodką mamuśkę Theo”.
Pani Henderson zmarszczyła brwi. „Camille, wiesz, kim jest twoja teściowa?”
Camille się roześmiała.
„To słodka staruszka, która mieszka w małym domku na ranczu i przynosi zapiekanki na przyjęcia. Nie daj jej poczuć się ważną”.
W pokoju zapadła cisza.
Postawiłam szklankę z wodą na marmurowym blacie.
„Camille” – powiedziałam – „czy mogłabyś mnie odprowadzić do drzwi? Chyba pójdę do domu”.
Warknęła na Theo: „Proszę, wynieś ten wstyd z mojego domu, zanim Hendersonowie zobaczą więcej”.
To zdanie coś we mnie wypaliło.
Theo wyszedł za mną na zewnątrz, blady i przepraszający.
Trzymałam go za rękę przez chwilę.
„Kocham cię, kochanie” – powiedziałam. „Wracaj do środka. Opiekuj się żoną”.
Płakałam w samochodzie.
Ale zanim dotarłam do domu, przestałam płakać.
Zadzwoniłam do mojej prawniczki i poprosiłam ją, żeby przyniosła akta sprawy Lakeshore Glenn, akta sprawy Dale’a Hewitta i dokumenty związane z domem Theo.
Następnego dnia przygotowaliśmy trzy zmiany.
Po pierwsze, formalny przegląd ostatnich pakietów wynagrodzeń dla partnerów w firmie Camille.
Po drugie, papierkowa robota związana z osiemdziesięciotysięczną „pożyczką”, którą dałam Theo i Camille na dom.
Po trzecie, poprawka do mojego testamentu.
Camille została całkowicie usunięta. Dziedzictwo Theo miało być chronione w ramach funduszu powierniczego. Poppy otrzymałaby pięciomilionowy fundusz powierniczy, nad którym Camille nie miałaby kontroli.
Potem zaprosiłam Theo i opowiedziałam mu wszystko.
CZĘŚĆ 3
Theo siedział przy moim kuchennym stole, a ja mówiłam mu prawdę.
Opowiedziałam mu o budynkach, firmie, firmie, funduszu powierniczym i pieniądzach. Powiedziałam mu, że to ukryłam, bo chciałam, żeby stał się porządnym człowiekiem, a nie rozpieszczonym.
Kiedy skończyłam, schował twarz w dłoniach.
„Mamo” – wyszeptał – „dlaczego mi nie powiedziałaś?”
„A jak myślisz?” – zapytałam.
Po długiej ciszy powiedział: „Bo chciałaś, żebym stał się człowiekiem”.
„Tak” – odpowiedziałam.
Potem opowiedziałem mu o przeglądzie partnerstwa.