Nie uśmiechnął się.
— Tak. Wróciłem do własnego domu.
Giselle rozpłakała się i próbowała go objąć, ale Gerald minął ją bez słowa.
Najpierw zapalił świecę przy portrecie zmarłej żony, a potem otworzył drzwi swojej dawnej sypialni.
Pomieszczenie było szczelnie wypełnione pudłami, maszynami do szycia i dekoracjami weselnymi.
— W pokoju pojawiła się wilgoć — wyjaśniła pospiesznie Giselle. — Pomyśleliśmy, że przez kilka dni możesz zamieszkać w piwnicy, dopóki nie naprawimy dachu.
Gerald z hukiem rzucił torbę na stół.
— Natychmiast wynieście z mojej sypialni każde pudło — powiedział spokojnie. — Dzisiaj będę spał we własnym łóżku.
Kenneth zrobił krok do przodu.
— Tato, jesteś wyczerpany. To naprawdę nie jest dobry moment na kłótnię.
— Z nikim się nie kłócę — odpowiedział Gerald. — Po prostu sam decyduję, gdzie będę spał we własnym domu.
Wujek Raymond odchrząknął i wszedł do pokoju.
— Gerald, wszyscy tutaj chcemy ci pomóc. Musisz zrozumieć, że Justin niedługo bierze ślub, a jego narzeczona pochodzi z bardzo szanowanej rodziny.
— Szanowanej przez kogo? — zapytał Gerald. — Przez ludzi, którzy potrzebują kłamstwa, żeby zaakceptować młodego człowieka w swojej rodzinie?
Justin nagle wstał z krzesła.
Był blady, lecz trzymał głowę wysoko.
— Dziadek ma rację — powiedział. — Okłamałem narzeczoną, mówiąc, że pracuje poza miastem. Jutro rano opowiem jej całą prawdę, nawet jeżeli postanowi odejść.
Giselle odwróciła się do syna w panice.
— Zniszczysz własne wesele przez sprawę, która zakończyła się wiele lat temu!
— Ona nigdy się nie zakończyła — odpowiedział Justin. — Po prostu próbowaliśmy ukryć ją przed światem.
Gerald poprosił wszystkich, żeby usiedli.
Daniel położył na drewnianym stole oficjalne dokumenty.
Mój teść wyjaśnił, że Aaron zgłosił się na policję i rozpoczęła się procedura ponownego rozpatrzenia wyroku.
Potem zwrócił się bezpośrednio do Kennetha.
— Teraz twoja kolej, żeby powiedzieć prawdę.
Kenneth pokręcił głową.
— Nie ukradłem ani centa.
— Nikt nie twierdzi, że ukradłeś pieniądze — wtrąciłam. — Podpisywałeś puste formularze, wiedziałeś, że są wykorzystywane do oszustwa, i milczałeś, gdy twój ojciec brał winę na siebie.
Kenneth uderzył dłonią w stół.
— Mieliśmy dwoje małych dzieci i ogromne długi! Kto utrzymałby ciebie i dzieci, gdybym poszedł do więzienia?
— Ja — odpowiedziałam wyraźnie. — Wtedy pracowałam i nadal pracuję. Tylko że nigdy nie dałeś mi możliwości wspólnego zmierzenia się z prawdą.
Kenneth patrzył na mnie w milczeniu, jakby taka myśl nigdy wcześniej nie przyszła mu do głowy.
Gerald oparł obie dłonie na lasce i spojrzał na swoje dzieci.
— Ciebie również nie zapytałem, Melanie — przyznał ze smutkiem. — Podejmowałem decyzje za wszystkich, ponieważ wierzyłem, że chronienie synów oznacza przyjmowanie ich winy. Tak naprawdę nauczyłem ich jedynie ukrywać się za moimi plecami.
Giselle wybuchnęła płaczem.
— Nie miałam nic wspólnego z tymi dokumentami!
— Nie miałaś — odpowiedział ojciec. — Ale chciałaś zamknąć mnie w komórce. Poza tym od trzech lat pobierasz czynsz z moich nieruchomości i ani razu nie przedstawiłaś mi rozliczenia.
Twarz Giselle stwardniała.
— Mama zostawiła mnie odpowiedzialną za dom! To ja się nią opiekowałam, kiedy ty siedziałeś w celi!
— Opieka nad matką nie uczyniła cię właścicielką moich nieruchomości — powiedział Gerald.
Giselle rzuciła na stół pęk kluczy.
Przyznała, że przeznaczyła pieniądze z wynajmu na swój warsztat i przygotowania do wesela, obiecując, że kiedyś wszystko odda.
Gerald zamknął oczy ze zmęczenia, a potem spojrzał na nią stanowczo.
— Jutro rano przyjedzie notariusz. Nikt nie będzie zarządzał moim majątkiem bez podpisanych umów i pełnej księgowości. Dopóki jestem zdrowy, sam będę podejmował decyzje.
Wujek Raymond pokręcił głową.
— Takie działania całkowicie podzielą tę rodzinę.
— Ta rodzina już była podzielona — odparł Gerald chłodno. — Teraz po prostu przestaniemy nazywać tchórzostwo rozsądkiem.
Laura i Lucas bez proszenia zaczęli wynosić pudła z sypialni.
Pod stertą rzeczy znaleźli stary zimowy płaszcz Geralda. W kieszeni nadal tkwił dawny bilet autobusowy.
Gerald delikatnie pogładził materiał, a potem zapytał, gdzie schowano osobiste rzeczy jego zmarłej żony.
Giselle bez słowa wskazała skrzynię w głębi pokoju.
— Kiedy siedziałem w więzieniu, odbieraliście mi życie kawałek po kawałku — powiedział cicho Gerald. — Najpierw zabraliście mi sypialnię, potem dobre imię, a na końcu godność.
Kenneth próbował podejść bliżej i przeprosić, ale Gerald uniósł dłoń.