To wystarczyło.
Opłukałem czysty talerz, bo moje ręce potrzebowały zajęcia.
„Pytała o mnie?”
May dotknęła mojego ramienia.
„Zwariowałeś?”
„Nie”.
„Więc kim jesteś?”
Zakręciłem wodę.
„Boisz się”.
To słowo zaskoczyło całą naszą czwórkę.
„Zwariowałeś?”
Wychowałem trójkę dzieci za prawie nic.
Ale Nic mnie tak nie przerażało, jak myśl, że tylko ogrzewałem czyjeś mieszkanie.
Oczy Rose się zaszkliły.
„Dziadku, nie”.
„Jeśli Lisa chce wrócić” – powiedziałem, zanim straciłem odwagę – „to nie robi tego za pomocą paczek”.
Wychowałem trójkę dzieci za prawie nic.
June zmrużyła oczy. „Co mówisz?”
„Mówię, że zaprosimy ją na niedzielny obiad”.
May otworzyła usta. „Tutaj?”
„Tak”.
Rose wpatrywała się w moją twarz. „Jesteś pewna?”
„Nie” – powiedziałem. „Ale sekrety nie mogą się w tym domu rozwijać”.
„Co mówisz?”
Dziewczyny wysłały wiadomość.
Lisa przyjęła wiadomość w ciągu dziesięciu minut.
Mój żołądek tylko się ścisnął.
***
W niedzielę ugotowałem pieczeń wołową.
O piątej Rose nakryła talerze.
O szóstej May owinęła naczynie folią aluminiową.
Dziewczyny wysłały wiadomość.
O O siódmej June spojrzała na zegarek i powiedziała: „Dziadku, przestań to odgrzewać”.
„Powiedziała, że przyjdzie”.
„To może zjeść na zimno” – powiedziała June.
Wyjąłem pieczeń z piekarnika i położyłem ją na blacie.
***
Kiedy Lisa w końcu zapukała, otworzyłem drzwi.
„Dziadku, przestań to odgrzewać”.
Stała tam elegancko, uśmiechając się, jakby dwie godziny spóźnienia wciąż były na czas.
„Cześć, tato”.
„Spóźniłaś się dwie godziny, Liso”.
„Korek był okropny”.
June oparła się o framugę drzwi. „Dwie godziny?”
Uśmiech Lisy stał się mocniejszy. „Nie zdawałam sobie sprawy, że jestem na rozprawie”.
„Spóźniłaś się dwie godziny, Liso”.
„Nie spóźniłaś się” – powiedziałem. „Ale obiad wystygł, czekając na ciebie”.
Weszła do środka i rozejrzała się po naszej kuchni.
„To słodkie, że wszystko u ciebie było takie proste”.
Lisa usiadła Na dół, jak gość oczekujący lepszej obsługi. Rose nalała wody. May podała bułki. June się nie ruszyła.
Lisa odezwała się pierwsza. „Dziewczyny, wyglądacie pięknie. No popatrzcie na siebie. Moje córki”.
Weszła do środka i rozejrzała się.
Rose odstawiła dzbanek. „Możecie używać naszych imion”.
Lisa zamrugała. „Oczywiście. Rose, May i June”.
„Dlaczego teraz, Liso?”
Spojrzała na mnie. „Mówiłam ci. Chcę odnowić kontakt.”
“Po 20 latach?”
“Byłam młoda.”
“Możesz używać naszych imion.”
“Byłaś wystarczająco dorosła, żeby wyjść z torebką i porozmawiać o znalezieniu dobrego małżeństwa.”
May wyszeptała: “Dziadku.”
Nie spuszczałam wzroku z Lisy. “Dlaczego teraz?”
Lisa otarła usta serwetką. “Bo ludzie zadają pytania.”
Głos Rose złagodniał. “Którzy ludzie?”
“Dlaczego teraz?”
“Moje kręgi. Przyjaciele. Przyjaciele mojego męża. Zauważają różne rzeczy.”
“Jakie rzeczy?” zapytała June.
Lisa westchnęła. “Że moje córki nie są częścią mojego życia. To wygląda dziwnie.”
W pokoju zapadła cisza.
“Więc chodzi o twoją reputację” – powiedziałam.
“Że moje córki nie są częścią mojego życia.”
“To nic złego chcieć pokoju.”
June krótko się zaśmiała. “To nie jest pokój.
Kontrola szkód.”
Lisa zwróciła się do dziewczyn. „Rozumiecie, prawda? Jesteście już dorosłe.”
Przez jedną straszną chwilę myślałam, że skiną głowami.
Rose wstała pierwsza, unosząc szklankę.
„Rozumiecie, prawda?”