„Rozumie naszą córkę lepiej niż ja” – wyszeptała kiedyś, opierając swoją słabą dłoń na mojej.
Około południa do szpitalnej sali weszła moja prawniczka, Denise Park, ubrana w grafitowy garnitur i z ciemnoczerwoną szminką, niosąc teczkę tak grubą, że można by nią kogoś pochować.
„Kupujący to fałszywi ludzie” – powiedziała.
Uśmiechnąłem się lekko. „Victor?”
„Kuzyn Victora. Wykorzystali spółkę-wydmuszkę LLC utworzoną trzy tygodnie temu. Samochód został przeniesiony do salonu dealerskiego należącego do innego członka rodziny. A twój bank wczoraj wieczorem zablokował próbę wypłaty środków z rachunku powierniczego”.
„Niech wierzą, że się udało” – powiedziałem.
Denise uniosła brew. „Już załatwione”.
Tego popołudnia Clara zadzwoniła ponownie.
„Jeszcze się boisz?” – zapytała.
„Nie.”
„Powinnaś. Victor mówi, że możemy cię pozwać o nękanie, jeśli będziesz się wtrącać.”
„Wtrącać się w co?”
„Moje życie” – warknęła. „Zawsze byłeś samolubny. Mama chciałaby, żebym był szczęśliwy.”