Nie dałam Victorowi nic.
Od razu to zauważył.
Kiedy wstałam, żeby wyjść, Mark zablokował korytarz uśmiechem. „Nie bierz dzisiejszego wieczoru do siebie. Rodziny się popychają”.
„Nie” – powiedziałam. „Drapieżniki popychają. Rodziny chronią”.
Claire dramatycznie przewróciła oczami. „Boże, jesteś taka dramatyczna”.
Victor podszedł bliżej, ściszając głos. „Uważaj, Anno. Oskarżenia mogą zrujnować życie”.
Spojrzałam na rodzinne portrety ustawione wzdłuż korytarza. Zdjęcie babci zostało całkowicie usunięte.
„Dowody też” – odpowiedziałam.
Wyraz jego twarzy się zmienił.
Tylko na sekundę.
Ale ja to widziałam.
Na zewnątrz śnieg delikatnie zasypywał ich idealny, skradziony dom. Zanim dotarłam do samochodu, zawibrował mój telefon.
Wiadomość od mojego prawnika.
Wniosek gotowy. Roszczenie o oszustwo, nakaz sądowy, zgłoszenie sprawy karnej. Powiedz słowo.
Siedziałam za kierownicą, a kolorowe lampki choinkowe odbijały się na przedniej szybie.
W domu wciąż się śmiali.
Wpisałam jedno słowo.
Do akt.
Część 3
W Sylwestra uśmiech Claire zniknął.
Pierwsza koperta dotarła listem poleconym. Potem kolejna. Potem dwóch mężczyzn w ciemnych płaszczach pojawiło się w drzwiach wejściowych domu przy Willow Lane 17 i przykleiło na szybie zawiadomienie.
Nakaz sądowy.
Zamrożenie aktywów.
Spór o tytuł własności.
Claire dzwoniła do mnie trzynaście razy.
Odebrałam czternasty.
„Ty psycholu” – krzyknęła natychmiast. „Co ty, do cholery, zrobiłeś?”
„Zwróciłem się do sądu o zwrot skradzionego mienia.”
„To mój dom!”
„Nie” – powiedziałem spokojnie. „To dom babci. I zostawiła mi go.”
Zapadła cisza.
Wtedy Victor odebrał telefon.