Wtedy Eleanor podeszła na tyle blisko, że poczułam w jej oddechu zapach wina.
Zanim zdążyłam się ruszyć, przycisnęła mnie do ściany.
Uderzenie wyrwało mi powietrze z płuc. Moje ręce powędrowały do brzucha.
„Daj mi PIN” – syknęła Eleanor. „Albo ślub się skończy”.
Po czym uśmiechnęła się okrutnie.
„Kobieta w ciąży, taka jak ty, powinna być wdzięczna, że ktokolwiek szanujący się jej chce. Bez Juliana będziesz po prostu porzuconą samotną matką”.
Oczekiwali, że będę płakać.
Oczekiwali, że będę błagać.
Myśleli, że strach zmusi mnie do oddania pieniędzy, firmy i przyszłości.
Ale kiedy patrzyłam na Juliana blokującego drzwi i dłonie Eleanor wciąż blisko mnie, coś we mnie zmroziło.
To nie była rodzina.
To byli pasożyty.
A oni właśnie zagrozili mojemu dziecku.
Nie sięgnęłam po torebkę.
Przeniosłam ciężar ciała.
Potem z całej siły wbiłam obcas w kolano Juliana.
Wrzasnął i upadł na podłogę, trzymając się za nogę.
Eleanora wrzasnęła.
Ominęłam go, otworzyłam zamek i otworzyłam drzwi. Do środka wpadło chłodne powietrze.
„Idziesz do więzienia!” krzyknęła Eleanor. „Zaatakowałaś go!”
Odwróciłam się.
„Proszę, zadzwoń na policję” – powiedziałam spokojnie. „Chętnie wyjaśnię, jak zamknąłeś w domu ciężarną kobietę i próbowałeś zmusić ją do podania PIN-u do banku”.
Potem poszłam do samochodu.
Ale nie poszłam do domu.
Pojechałam na jasny, zatłoczony parking sklepu spożywczego, zamknęłam drzwi i zadzwoniłam do mojego prawnika, pana Sterlinga.
„Julian i jego matka zamknęli mnie w domu Eleanor i próbowali wymusić mój PIN do bankomatu” – powiedziałam. „Eleanor mnie popchnęła. Jestem w ciąży. Jestem bezpieczna, ale muszę chronić swój majątek”.
Głos Sterlinga stał się ostry.
„Czy jesteś ranna?”
„Potrzebuję lekarza, ale najpierw muszę wszystko zabezpieczyć”.
„Wyślę ochronę do twojego domu, wymienię zamki i powiadomię policję. A co ze wspólnym majątkiem?”
„Zniszczyć je.”
„Rozumiem.”
Potem otworzyłem laptopa.