„Podobało ci się, kiedy uporządkowałem twoje życie. To nie to samo”.
„Nie myślałem, że umrze”.
„Przeczytałaś wiadomość”.
Spuścił głowę.
„Bałem się”.
„Zoé też się bała. Miała trzy lata i nikt jej nie pytał, czy wie, co robić”.
Julien płakał. Claire nie odwracała wzroku.
„Zniszczyłam nasze życie”.
„Nie. Ujawniłeś, kim się stała. I będziesz z tym żyć”.
Wstała, zanim zdążył przeprosić po raz drugi.
Élodie wysłała osiem stron z celi. Mówiła o wyczerpaniu, samotności i depresji poporodowej. Niektóre słowa były prawdopodobnie prawdziwe. Żadne nie wymazało termometru ani nie wyłączył telefonu.
Na końcu napisała:
„Powiedz mamie i tacie, że zawsze będę ich córką”.
Claire spaliła list w zlewie. Płakała za Zoé, ale też za młodszą siostrą, którą kiedyś była Élodie. Żal czasami zmusza do pogrzebania kilku wersji tej samej osoby.
Rozprawa rozpoczęła się cztery miesiące później w sądzie karnym.
W pierwszym rzędzie czekało zdjęcie Zoé w żółtej ramce. Miała na sobie płaszcz przeciwdeszczowy i pokazywała język do obiektywu.
Dyrektorka opowiadała o piekącym czole, szklistych oczach i nieodebranych telefonach. Lekarz wyjaśnił, że wcześniejsze leczenie zwiększyłoby szanse Zoé na przeżycie. Nikt nigdy się nie dowie, czy kilka godzin przypieczętowało jej los.
Kiedy odczytano wiadomości na głos, matka Claire wyszła z pokoju. Ojciec pozostał z zaciśniętą szczęką.
Potem Claire zeznawała.
Prokurator początkowo nie pytał jej, jak zginęła Zoé.
„Jaka była?”
Claire uśmiechnęła się przez łzy.
„Wierzyła, że księżyc podąża za samochodami. Nienawidziła skarpetek bez zwierząt. Za każdym razem, gdy naciskała przycisk windy, mówiła: »Zdobyłam świat«. I nazywała mnie »ciocią Claire«, nawet gdy była zła”.
Kilka osób spuściło głowy.
Prawnik Élodie próbował zrzucić na nią część winy.
„Zgodziła się pani przyjąć dziecko z powrotem, prawda?”
„Tak.”
„Wiedziałeś, że kaszle. Czemu nie poszedłeś do niej rano?”
W sali sądowej zapadła cisza.
Claire położyła obie ręce na barze.
„Bo Zoé wciąż miała matkę”.
Prawnik nie kontynuował.
Wyrok zapadł trzy tygodnie później. Élodie została skazana na osiem lat więzienia. Julien dostał dwa lata z 18 miesiącami do odsiedzenia.
Ojciec Claire mruknął:
„Dziesięć lat za trzy lata życia”.
Matka Juliena próbowała podejść do Claire na korytarzu.
„Popełnił straszny błąd”.
„Błędem jest spóźnienie się na pociąg” – odpowiedziała Claire. „Przeczytał, że dziecko umiera i zamówił drugiego drinka”.
Rozwód został sfinalizowany jesienią.
Claire sprzedała mieszkanie. W każdym pokoju czyhała pułapka: szafa, w której Julien zabrał torbę, stół, na którym Zoé narysowała fioletowego kota, sofa, na której Élodie narzekała, że jest „pełnoetatową” matką, a jednocześnie cztery razy w tygodniu podrzuca córkę do cudzych domów.
Zamieszkała niedaleko Amboise. Rodzice pomogli jej pomalować kuchnię na żółto.
Żal nigdy całkowicie nie minął, ale stopniowo ustąpił miejsca porannej kawie, uczniom i kilku nieproszonym śmiechom.
Rok po pogrzebie Claire przyniosła żółte stokrotki na grób Zoé.
„Wciąż jestem zła” – mruknęła. „Ale nie chcę, żeby mój gniew był jedyną rzeczą, która po tobie zostanie”.
Minęło sześć lat.