Sugerując, że izolowałam ojca. Dołączając „oświadczenia świadków” od opiekunów, którzy nigdy nie pracowali w naszym domu.
Jeden z notariuszy wymienionych w jego dowodach miał wygasłą licencję, zanim mój ojciec cokolwiek podpisał.
Mimo to… Vanessa weszła do sądu tego ranka ubrana tak, jakby zwycięstwo osobiście wybrało jej strój.
„Powinnaś była się umówić” – powiedziała z samozadowoleniem, krzyżując ramiona. „Blake mówi, że kiedy sędzia zobaczy, jak bardzo jesteś zdezorientowana, będziesz miała szczęście, jeśli nie stracisz wszystkiego”.
Blake cicho się zaśmiał obok niej.
„Pani Arden” – powiedział gładko – „system prawny może być przytłaczający dla osób bez przeszkolenia”.
Uśmiechnęłam się cicho.
To go wyraźnie zirytowało.
Blake wziął moje milczenie za ignorancję, ponieważ nigdy nie prostowałam każdego fałszywego oskarżenia zdanie po zdaniu.
Nie zareagowałam emocjonalnie.
Nie zadzwoniłam do Vanessy z płaczem.
Nie błagałam nikogo, żeby przestał.
Po prostu starannie wypełniłem odpowiedzi, zachowałem każdy list z pogróżkami i pozwoliłem Blake’owi Monroe’owi ozdabiać swoją pułapkę oficjalnym papierem firmowym.
Komisarz w końcu otworzył drzwi sali sądowej.
Blake pewnie poprawił krawat.
„Gotowy?” zapytał.
„Tak” odpowiedziałem spokojnie.
W sali sądowej Vanessa siedziała obok niego z zadowolonym uśmiechem, podczas gdy reporterzy wypełniali ostatni rząd, szepcząc podekscytowani.
Potem wszedł sędzia.
Wszyscy wstali.
Zanim w ogóle rozpoczęły się mowy wstępne, cicho podszedłem do sekretarza sądu i wręczyłem mu zapieczętowaną kopertę.
Potem odwróciłem się w stronę ławy sędziowskiej.
„Wysoki Sądzie” – powiedziałem wyraźnie – „zanim postępowanie będzie kontynuowane, muszę formalnie ujawnić moje kwalifikacje zawodowe”.
Vanessa dramatycznie przewróciła oczami.
Kontynuowałem.
„Aktualnie zasiadam w Komisji Dyscyplinarnej Izby Adwokackiej”.
Długopis Blake’a Monroe’a wyślizgnął mu się z dłoni.
I uderzył w stół z taką siłą, że zabrzmiało to jak strzał z pistoletu.
Część 2:
Sędzia spojrzał na kopertę.
Vanessa zamrugała. „Co to znaczy?”
Blake wiedział.
Jego twarz zbladła tak szybko, że nawet Vanessa to zauważyła.
Odwróciłam się do niego. „To znaczy, że rozpoznałam trzy naruszenia, zanim jeszcze doszło do ujawnienia dowodów”.
Sędzia otworzyła kopertę i przeczytała w milczeniu.
W środku znajdowały się wezwania do zapłaty Blake’a, sfałszowane oświadczenia opiekunów, nieważny akt notarialny i nagranie, na którym jego prywatny detektyw oferuje sąsiadce mojego ojca pięć tysięcy dolarów za zeznanie, że widziała, jak „naciskam” na tatę.
Vanessa wyszeptała: „Blake?”
Uniósł rękę. „Nie mów nic”.
To powiedziało zebranym więcej niż jakiekolwiek wyznanie.
Spojrzałam na siostrę. „Mówiłeś mi, że mnie zniszczysz. Powiedział, że sąd nigdy nie uwierzy komuś takiemu jak ja. Żadne z was nie zapytało, dlaczego tata powierzył mi zarządzanie jego aktami przez piętnaście lat”.
Wyraz twarzy sędziego stwardniał. „Panie Monroe, czy pańskie biuro złożyło te oświadczenia świadków?”
Blake powoli wstał. „Wysoki Sądzie, potrzebuję czasu na zapoznanie się z materiałami”.
„Złożył je pan” – powiedział sędzia. „Miał pan czas”.
Vanessa złapała go za rękaw. „Mówił pan, że są prawdziwe”.
Nie spojrzał na nią.
W tym momencie zdała sobie sprawę, że wynajęła broń, która może ją też zranić.
Sędzia zwrócił się do mnie. „Pani Arden, czy wnosi pani o skierowanie sprawy do rzecznika dyscyplinarnego?”
„
„Tak, Wysoki Sądzie” – powiedziałem. „I sankcje za prowadzenie sporów w złej wierze”.
Głos Blake’a stał się ostrzejszy. „To spór rodzinny, a nie seminarium z etyki zawodowej”.
„Nie” – powiedziałem. „To prawnik wykorzystujący sfabrykowane dowody, żeby zastraszyć pogrążoną w żałobie córkę i zmusić ją do oddania majątku”.
Sala sądowa ucichła.
Potem sędzia spojrzał na Blake’a i powiedział: „Panie mecenasie, stanowczo sugeruję, żeby wstrzymał się pan z wypowiedziami, dopóki nie będzie miał własnego obrońcy”.
Vanessa otworzyła usta ze zdumienia.