Tak też zrobiłem.
I po raz pierwszy odpowiedziałem Vanessie, nie odzywając się do niej ani słowem.
CZĘŚĆ 2
Mark przyjechał wieczorem, wciąż w swojej roboczej kurtce z warsztatu samochodowego. Gdy tylko Lily go zobaczyła, pobiegła do drzwi.
„Tato!”
Noah poszedł za nim, ściskając pluszowego dinozaura.
Mark uklęknął i przytulił ich oboje, starając się nie załamać.
W torbie na zakupy, którą zostawiła Vanessa, były dwa kartoniki soku, krakersy, piżama i inhalator Noaha. Żadnych szczoteczek do zębów. Żadnych czystych ubrań. Żadnej wiadomości. Żadnego planu.
„Powiedziała mi, że ma szkolenie zawodowe” – powiedział Mark.
Pokazałem mu zdjęcia z imprezy.
Zacisnął szczękę. Vanessa zasłoniła mu je.
Położyliśmy dzieci w kuchni, żeby zjadły pizzę i obejrzały film. Potem Mark zadzwonił do swojego prawnika.
Niedługo potem zadzwoniliśmy na policyjny numer alarmowy – nie po to, żeby aresztować Vanessę, ale żeby stworzyć akta.
Tej nocy przyszedł funkcjonariusz. Spisał moje zeznania, przejrzał zrzuty ekranu, sprawdził nakaz aresztowania i wszystko zapisał.
O 22:38 Vanessa w końcu napisała SMS-a:
Przestań dramatyzować. Dostanę je jutro wieczorem.
Odpisałem:
Nie. Mark je już ma. Złożono zawiadomienie na policję. Twój adwokat może omówić resztę ze swoim adwokatem.
Potem przestałem odbierać od niej telefony.
Do niedzieli rano dzwoniła dwadzieścia trzy razy.
Kiedy Lily zobaczyła swoje imię na moim telefonie, zamilkła.
„Czy mama jest zła?”
Mark delikatnie jej powiedział: „Mama ma problem jak dorosła. Nie zrobiłaś nic złego”.
Potem Lily wyszeptała: „Powiedziała mi, żebym nie mówiła tacie, że idzie na imprezę”.
To złamało coś w Marku.
Około południa Vanessa pojawiła się i zaczęła walić w moje drzwi.
„Rachel! Otwieraj! Nie możesz ukraść mi dzieci!”
Mark otworzył drzwi, ale nie wpuścił jej do środka.
Vanessa wciąż miała na sobie srebrną sukienkę z imprezy, z rozmazanym tuszem do rzęs i pogniecionym płaszczem.
„Nie było mnie jeden dzień” – warknęła.