„Zobaczysz”.
„Co to jest, mamo?”
Zanim zdążyłam zapytać, co to znaczy, Brenda pojawiła się przy stole z deserami, trzymając talerzyk. Spojrzała na kawałek ciasta cytrynowego w mojej dłoni.
„Wiesz, ciasto na przyjęcie urodzinowe wciąż się liczy”.
Lucas stanął między nami i sięgnął po mój talerzyk.
Przez chwilę Brenda wyglądała na zadowoloną.
Potem ugryzł i oddał mi talerzyk.
„Wyśmienite” – powiedział.
„Wiesz, tort na przyjęcie urodzinowe wciąż się liczy”.
Moja kuzynka zaśmiała się w serwetkę.
Brenda odeszła, nie dotykając własnego deseru.
Powinienem był się domyślić, że jeszcze nie skończyła.
***
Słońce zaczęło zachodzić, gdy mama stuknęła łyżeczką o kieliszek. Dzieci usiadły na kocach. Goście obrócili krzesła w stronę patio.
„Pomyślałem, że na koniec kilka słów od kogoś, kto chciałby się czymś podzielić z Amy, Lucasem i dzieckiem”.
Powinienem był się domyślić, że jeszcze nie skończyła.
Brenda wstała, zanim mama dokończyła zdanie.
„Ja zacznę”.
Jej krzesło zaszurało po kamieniu.
Lucas spojrzał na mnie. Zobaczyłem pytanie w jego twarzy.
Czy powinienem ją powstrzymać?
Pokręciłem raz głową.
Czy powinienem ją powstrzymać?
Brenda uniosła kieliszek i stanęła na środku patio.
„Najpierw toast za mojego wnuka”.
Wszyscy wznieśli toast.
„Oby to maleństwo odziedziczyło inteligencję mojego syna, jego zdrowy rozsądek i, miejmy nadzieję, jego metabolizm”.
Kilka osób poruszyło się na swoich miejscach.
Brenda uśmiechnęła się szerzej.
„I specjalne słowo dla Amy”.
„Oby to maleństwo odziedziczyło inteligencję mojego syna, jego zdrowy rozsądek i, miejmy nadzieję, jego metabolizm”.
Zwinęłam lnianą serwetkę w ciasną spiralę pod stołem.
„Miejmy nadzieję, że po dzisiejszym dniu przypomni sobie, że może przestać jeść za dwoje”.
Nikt się nie roześmiał. Brenda rozejrzała się dookoła, jakby rozczarowana widownią.
„A może pójdzie na siłownię, zanim Lucas zacznie się wstydzić, że go z nią widzi”.
Lód w czyjejś szklance stuknął o brzeg.
Mały chłopiec przy płocie opuścił swój bańkowy spryskiwacz.
Poczułam, jak wszystkie oczy powędrowały w moją stronę, a potem odwróciły się.
„Miejmy nadzieję, że po dzisiejszym dniu przypomni sobie, że może przestać jeść za dwoje”.
Serwetka rozdarła mi się między palcami.
Lucas odsunął krzesło tak mocno, że jedna noga zahaczyła o trawę.
„Dość tego”.
Brenda odwróciła się do niego.
„Och, nie bądź śmieszny! To był żart”.
„Nie” – powiedział. „To było okrutne”.
Ruszył do przodu.
„Och, nie bądź śmieszny! To był żart”.
Mama wyciągnęła rękę i położyła mu ją na przedramieniu.
„Dam sobie radę, kochanie”.
Jej głos był cichy.
Lucas spojrzał na nią, potem na mnie. Skinęłam głową.
Został przy moim krześle, jedną rękę opierając na moim ramieniu.
Mama nie podeszła do Brendy. Podeszła do stołu z prezentami.
To zdawało się dezorientować wszystkich, łącznie ze mną.
Mama nie podeszła do Brendy. Podeszła do stołu z prezentami.
Podniosła cedrowe pudełko i zaniosła je na patio.