CZĘŚĆ 2
Madeleine otworzyła pierwszą teczkę z satysfakcją kobiety, która pomyliła dominację z miłością.
„Sprzedajemy mieszkanie przy Rue des Carmes. Potem bliźniak w Saint-Herblain. Dom w Rezé posłuży jako zabezpieczenie. Zatrzymasz małą kawalerkę, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że zabraliśmy ci wszystko”.
„Jaka hojność” – westchnęła Elise.
Solène straciła cierpliwość.
„Julien podejmuje duże ryzyko”. Naprawdę chcesz, żeby Camille i Noah dorastali z ojcem w więzieniu, bo ich matka wolała płacić czynsz?
Noah płakał cicho. Camille przycisnęła pluszowego misia do ust.
Elise zapytała:
„Kto kontroluje ten rodzinny interes?”
Madeleine zawahała się.
„Ludzie”.
Zaufany.
„Ty, Solène i Gérard?”
Nikt nie odebrał.
Telefon ponownie zawibrował.
KOMÓRKOWIE W DRODZE. BĘDĄ ZA 3 MINUTY.
Élise poczuła, jak nogi miękną jej pod stołem.
Podniosła ostatnią teczkę.
„A jeśli odmówię?”
Madeleine pochyliła się do przodu, a w powietrzu unosił się zapach jej perfum.
„Wtedy twoje dzieci będą wiedziały, że wybrałaś kamienie zamiast ich ojca”.
Élise spojrzała na swoje dzieci, a potem na Solène.
„Czy te 40 000 euro przelane przed zamrożeniem konta miało uratować rodzinę?”
Uśmiech Solène zniknął.
Madeleine powoli odwróciła głowę w stronę córki.
„O czym ona mówi?”
W tym momencie drzwi samochodu zatrzasnęły się na zewnątrz.
Gérard cofnął się.
Elise wzięła telefon do ręki.
„Opowiada sędziemu to, co właśnie usłyszał”.
Rozległo się pukanie do drzwi.
CZĘŚĆ 3
Drzwi się otworzyły i ukazało się dwóch komorników, funkcjonariusz policji miejskiej i urzędnik sądowy, wszyscy wysłani przez biuro sędziego Lefèvre’a. Pierwszy komornik, rosły mężczyzna o spokojnym wyrazie twarzy, wszedł z tabletem w ręku.
Atmosfera w salonie uległa zmianie.
Madeleine usiadła oburzona.
„Co to znaczy? To teren prywatny”.
„Pani Madeleine Varin?” zapytał komornik.
„Jestem babcią tych dzieci”.
„Nie o to pytałam”.
Zamilkła.
„Jest pani objęta nakazem sądowym wydanym w trybie nagłym za naruszenie warunków nadzorowanego kontaktu, wywieranie presji psychologicznej na nieletnich i usiłowanie wymuszenia finansowego”.
Solène zbladła.
„Nie ma pani prawa tak wchodzić”.
Komisarz zwrócił na nią wzrok.
„Pani Solène Varin, pani też jest w to zamieszana”.
Gérard uniósł ręce.
„Towarzyszyłem tylko siostrze. Nie wiedziałem…”
„Zablokowała pani dostęp pani Delorme do dzieci” – przerwał mu komornik. „Sędzia to widział”.
Cisza stała się tak ciężka, że słychać było pociąganie nosem przez Camille.
Madeleine gwałtownie odwróciła się w stronę telefonu Élise.
„Nagrywała nas pani?”
„Sąd panią nagrał” – odpowiedziała Élise.
Solène mruknęła:
„Czy aplikacja była włączona?”
„Odkąd pani przyszła”.
Twarz Gérarda poszarzała.
Madeleine próbowała podejść do Élise, ale policjantka natychmiast stanęła między nimi.
„Ani kroku dalej, proszę pani”.
Madeleine zadrżała z wściekłości.
„Pozwala mojemu synowi gnić w więzieniu!”
„Pani syn jest ścigany za poważne przestępstwa finansowe” – powiedział komornik. „To nie daje pani prawa do wykorzystywania dwójki pięciolatków do zdobywania podpisów”.
Eliza uklękła. Camille podbiegła do niej, Noah też. Trzymali się jej szyi, jakby bali się, że ręka dorosłego może ich jeszcze rozdzielić.
„Czy babcia pójdzie do więzienia?” – zapytała Camille.
Eliza na chwilę zamknęła oczy.
„Babcia musi odpowiedzieć za to, co dzisiaj zrobiła. Ale pani i Noah nie macie nic do zadośćuczynienia”.
Madeleine wybuchnęła:
„Widzi pani? Ona nawet nie przyzna, że kocha pani ojca!”
Komornik uniósł rękę.
„Jeszcze jedno zdanie skierowane do dzieci i zostanie ono dodane do protokołu”.
Madeleine przygryzła wargę.
Zadzwonił telefon Elise.
Nieznany numer.
Komiwojażer spojrzał na ekran.
„Proszę odebrać. To sędzia”.
Ręka Elise drżała, gdy odbierała połączenie wideo.
Twarz sędziego Lefèvre’a pojawiła się – poważna, niemal nieruchoma – w jego gabinecie w sądzie w Nantes.
„Pani Delorme, czy dzieci doznały obrażeń fizycznych?”
„Nie, Wysoki Sądzie. Były przestraszone”.
„Zaobserwowałem znaczny niepokój emocjonalny. Natychmiast zawieszam wszelkie kontakty między dziećmi a rodziną Varin do odwołania. Zostaną zarządzone badania psychologiczne”.
Madeleine wydała z siebie stłumiony krzyk.
Sędzia lekko odwrócił wzrok.
„Pani Varin, słyszę panią”. Będzie pani miała prawo wytłumaczyć się w sądzie. Ale dzisiaj opuszcza pani ten dom.
„Chciałam uratować mojego syna” – wyjąkała.