„Clara, kochanie” – powiedziała Beverly, w końcu zauważając moją obecność cienkim, protekcjonalnym uśmiechem, który nie sięgał jej oczu. „David właśnie tłumaczył, jak ważne jest, by nazwisko rodzinne było kojarzone z Dziedzictwem. Dzieci jego siostry są o wiele za utalentowane na… nędzę panującą w lokalnym okręgu szkolnym. David chce zrobić coś „szlachetnego” i sfinansować całą ich edukację. Czyż nie jest najwspanialszym człowiekiem?”
David nawet nie podniósł wzroku znad iPada. Po prostu cicho, z zadowoleniem mruknął. „Chodzi o dziedzictwo, Claro. Czegoś, czego nie spodziewam się w pełni docenić w tak „logistyczno-logistycznym” umyśle jak twój. Chodzi o przyszłość linii krwi”.
Linia krwi, pomyślałem, ironia smakowała mi w ustach jak miedź. Linia krwi, która od trzech lat nie przyniosła wypłaty.
Rozdział 2: Maskarada Bohatera
David był „między przedsięwzięciami” przez trzydzieści sześć miesięcy. Na początku wspierałem go, wierząc w jego opowieści o „przełomowych startupach” i „networkingu venture capital”. Ale powoli networking przerodził się w wypady na golfa, a startupy w popołudniowe drzemki. Płynnie przeszedł od aspirującego przedsiębiorcy do zawodowego męża bogatej kobiety, zachowując jednocześnie arogancką postawę patriarchy.