„Widziałam już te oczy”.
Spojrzała na wilgotne blond włosy dziecka, na jego maleńką, ściągniętą twarz, na oczy, które mrugały, jedno delikatnie zielone, drugie jasnobrązowe.
Całe jej ciało Wzdrygnęła się.
„Claire?”
Nie odpowiedziała. Wpatrywała się w naszą córkę, jakby dziecko przemówiło do niej w języku, który tylko ona słyszała.
„Kochanie” – powiedziałam. „O co chodzi?”
„Po prostu nie wiem dlaczego…”
„Widziałam już te oczy wcześniej”.
„Co masz na myśli? Ona ma po prostu twoje oczy”.
Claire zaczęła płakać. Nie tym radosnym, wyczerpanym płaczem, który ja…
Już pięć razy.
„Claire, spójrz na mnie. O czym ty mówisz?”
Kręciła głową raz po raz, a łzy spływały jej po włosach.
„Znam te oczy” – wyszeptała ponownie. „Po prostu nie wiem dlaczego…”
„Możemy to naprawić”.
Nic nie rozumiałem.
Spojrzałem na żonę trzymającą córkę, której pragnęła całe życie, i zdałem sobie sprawę, że ledwo znam kobietę leżącą obok mnie. I nie była gotowa, żeby mi powiedzieć dlaczego.
Claire zatraciła się w sobie. Prawie nie rozmawialiśmy przez te dni w szpitalu.
„Wszystko w porządku?” – zapytałem.
„Jestem zmęczony, Sam”.
Ale ona nawet na mnie nie spojrzała.
Było za późno.
***
Dni po powrocie Lily do domu zlewały się w jedno. Claire ledwo ją obejmowała.
„Claire, porozmawiaj ze mną” – powiedziałem pewnej nocy, siadając na brzegu łóżka. „Cokolwiek to jest, możemy to naprawić”.
Wtuliła twarz w poduszkę. „Nie naprawisz tego”.
„Więc pozwól mi spróbować”.
„Proszę. Daj mi tylko czas”.
Wmawiałam sobie, że to po porodzie, dopóki nie zaczęłam zauważać przyciszonych telefonów z pralni.
Powinienem był zapytać, kto jest po drugiej stronie. Rano było już za późno.
„Wrócę”.
***
Następnego ranka sięgnęłam po żonę, a moja ręka natrafiła na zimne prześcieradła.
Kołyska była pusta. Kluczyki Claire zniknęły. Jej telefon od razu przełączył się na pocztę głosową.
Zadzwoniłam do mamy – mieszkała obok – i poprosiłam, żeby została z chłopcami.
Kilka minut później nasz najstarszy syn znalazł mnie stojącego w kuchni.
„Tato? Gdzie jest mama?”
„Babcia idzie. Idę jej szukać”.
„Nie ma jej tutaj”.
***
Pojechałam prosto do studia jogi.
Poranne zajęcia musiały się właśnie skończyć. Kobiety wchodziły przez drzwi ze zwiniętymi matami pod pachami, kiedy je mijałam. Ethan stał z przodu sali i wycierał matę.
Uniósł wzrok. „Sam?”
„Gdzie ona jest?”
Wyprostował się. „Co?”
„Claire. Gdzie ona jest?”
„To moja przyjaciółka”.
Coś się zmieniło w jego twarzy. „Jej tu nie ma”.
„Nie kłam”.
„Nie jestem”.
Podeszłam bliżej. „Jak długo?”
Zmarszczył brwi. „Jak długo co?”
„Jak długo sypiasz z moją żoną?”
„Ona traci rozum”.
Przez chwilę po prostu się na mnie gapił.
Potem pokręcił głową. „Nigdy nie dotknąłem Claire. Ani razu”.
„Nie”.
„Mówię poważnie. To moja przyjaciółka. I tyle”.
Przypomniałem sobie jej ciche rozmowy z pralni.
Nagle wiedziałem, kto był po drugiej stronie.
„Znam jej sekret”.
„Przyjaciele nie dzwonią do siebie w środku nocy”.
„Robią to, kiedy jedno z nich myśli, że traci rozum”.
To mnie zatrzymało. „Co to znaczy?”
Ethan zerknął w stronę otwartych drzwi studia, a potem je zamknął. „To znaczy, że pytasz niewłaściwą osobę”.
„To powiedz mi, która jest właściwa”.
Zamilkł na chwilę.
„Dlaczego miałaby tam iść?”
„Znam jej sekret” – powiedział w końcu. „Ale musisz to usłyszeć od niej. Nie ode mnie”.
Zacisnęła mi się szczęka. „Gdzie ona poszła?”
Zawahał się.
„Ethan”.
„Do domu jej rodziców”.
O mało się nie roześmiałem. „Ona nie rozmawia z rodzicami. Przez całe małżeństwo prawie nie wymieniała ich imion”.
„Claire bała się ci powiedzieć”.
„Wiem”.
„Więc dlaczego tam poszła?”
Ethan wytrzymał moje spojrzenie. „Bo cokolwiek próbuje sobie przypomnieć, zaczęło się właśnie tam”.
„Skąd do cholery tyle wiesz o mojej żonie?”
„Claire bała się ci powiedzieć”.
„Ale ci powiedziała?”
„Twoja żona myślała, że traci rozum, Sam. Nie chciała, żebyś patrzył na nią jak na wariatkę”.
W ogóle nie znałem przeszłości mojej żony.
„A ty byłeś inny?”
„Nie byłem ojcem dziecka, które to sprowokowało”.
To uderzyło mocniej, niż bym chciał.
Wciąż mu nie ufałem. Ale tylko on udzielał mi odpowiedzi, więc pojechałem do domu jej rodziców. Jechałem tam gotowy na zdradę, którą rozumiałem.
Zamiast tego Ethan dał mi coś gorszego: powód, by sądzić, że w ogóle nie znam przeszłości mojej żony.
„Gdzie jest Claire?”
***
Margaret i Robert mieszkali czterdzieści minut drogi stąd, w miasteczku, które odwiedziłem dokładnie raz, na ślubie, gdzie patrzyli na własną córkę jak na kogoś obcego.
Skręcając w ich ulicę, zobaczyłem samochód Claire zaparkowany naprzeciwko ich domu.
Na podjeździe sąsiadów.
Zwolniłem, wpatrując się w niego. Potem zatrzymałem się przed domem Margaret i Roberta i wszedłem do środka bez pukania. Lily spała w kołysce przy kanapie.
„To nasza wina”.
Margaret i Robert usiedli na brzegu sofy.
„Gdzie jest Claire?”
Margaret spojrzała na Roberta. „Nie ma jej tutaj”.