Czasami mówił, że to firma cateringowa.
Raz powiedział po prostu: „Muszę coś załatwić”.
Byłam wyczerpana, przestraszona i zaczynałam mieć do niego pretensje.
Nie potrzebowałam perfekcji. Potrzebowałam go u boku.
Zamiast tego, każdego wieczoru znikał.
Zapytałam o to Zelle.
Była moją najlepszą przyjaciółką od czasów studiów i potrafiła odczytać mój nastrój, zanim się odezwałam.
Pewnego popołudnia, gdy tata spał, podała mi kawę i powiedziała: „Wyglądasz na złą”.
„Jestem zła”.
„Mike?”
Wpatrywałam się w kubek.
„Prawie go nie ma”.
„Jest w ciągu dnia”.
„Potem znika każdej nocy”.
Zelle spojrzała na łóżko taty.
„Zapytałaś go dlaczego?”
„Za każdym razem daje mi inną odpowiedź”.
„Może coś załatwia i
Próbuję cię chronić przed jeszcze większym stresem.”
“Co?”
Nie odpowiedziała.
To sprawiło, że na nią spojrzałam.
“Wiesz coś?”
“Nie, nie wiem” – odpowiedziała szybko.
“Zelle.”
Spojrzała mi w oczy.
“Wiem, że jesteś pod presją. Wiem, że Mike cię kocha. To wszystko, co mówię.”
“Po prostu nie wygląda na to, żeby mu zależało, w tej chwili.”
Wyciągnęła do mnie rękę.
“Proszę, zaufaj mu jeszcze przez kilka dni.”
Skinęłam głową.
Tata poruszył się na łóżku i oboje ściszyliśmy głos.
Zelle wyszeptała: “Nigdy nie dał ci powodu, żebyś w niego wątpiła.”
“Powinien być tu ze mną. To dużo.”
Zelle wyglądał na nieszczęśliwego.
„Wiem tylko, że to dobry człowiek.”
Wstałem i wyszedłem na korytarz.
Tej nocy spotkałem Mike’a w naszym mieszkaniu.
Wrócił do domu po 23:00.
„Gdzie byłeś?”
„W pracy.”
„Chyba mnie okłamujesz.”
Powoli odłożył klucze.
„Nie okłamuję. Dlaczego miałbym to robić?”
„Dlaczego cię już nie ma?”
„Jestem.”
„Nie, nie umierasz. Mój ojciec umiera, Mike. Spędzam każdą godzinę zastanawiając się, czy jego kolejny oddech będzie ostatnim, a ty znikasz każdej nocy.
Jego twarz się skrzywiła.
„Przepraszam”.
„Naprawdę?”
„Tak”.
„To udawaj”.
Nie bronił się.
Zamiast tego powiedział: „Daj mi jeszcze dwa dni”.
Zaśmiałam się raz, bez humoru.
„Może nie mieć już dwóch dni”.
Mike przeszedł przez pokój i wziął mnie za ręce.
„Potrzebuję twojego zaufania”.
Przyjrzałam mu się.
Wyglądał na wyczerpanego.
Nie był zdystansowany ani winny, jak się obawiałam.
„Jeszcze jedno kłamstwo i koniec”.
Skinął głową.
„Koniec z kłamstwami”.
Zrozumiałam, dlaczego potrzebował mojego zaufania we wtorek.
Padał deszcz.
Tata przespał większość dnia.
Zelle przekonała mnie, żebym poszła do domu, wzięła prysznic i się przebrała.
„Pachniesz jak szpitalna kawa” – powiedziała.
„Ja Nie obchodzi mnie to.”
“Twój ojciec tak. Prosił mnie, żebym dopilnowała, żebyś odpoczęła.”
To brzmiało jak on.
Poszłam do domu na coś, co, jak myślałam, zajmie godzinę.
O siódmej zadzwonił Mike.
“Gdzie jesteś?”
“W mieszkaniu.”
“Wróć do szpitala.”
Serce mi stanęło.
“Co się stało?”
“Nie o to chodzi. Z tatą wszystko w porządku.”
“To dlaczego tak mówisz?”
“Chodź do pokoju taty. Chcę z tobą o czymś porozmawiać.”
“Mike, powiedz mi, co się dzieje.”
“Proszę, Christine. Po prostu przyjedź.”
Jechałem przez deszcz, trzymając obie ręce na kierownicy.
Parking szpitalny był prawie pełny.
Zostawiłem samochód na najwyższym piętrze, pobiegłem do windy i naciskałem przycisk, aż drzwi się otworzyły.
Kiedy wszedłem na czwarte piętro, korytarz wyglądał inaczej.
Wokół poręczy wisiały małe, białe światełka.
Na stoliku obok wind stały kwiaty.
Kremowe róże, eukaliptusy i niebieskie hortensje.
Zanim zdążyłem zrozumieć, dlaczego te kolory były mi znajome, zobaczyłem Mike’a.
Stał przed pokojem mojego ojca w ciemnym garniturze.
Przez chwilę zapomniałem, jak się oddycha.
Wyglądał na tak zdenerwowanego, że aż chciało mu się wymiotować.
„Zanim wejdziesz” – powiedział – „muszę ci powiedzieć, co zrobiłem”.
Wpatrywałem się w niego.
„Co zrobiłeś?”
Wziął mnie za rękę.
„Przeniosłem ślub”.
Myśli mi poszły Puste.
„Co?”
„Przeniosłem to na dziś wieczór”.
Cofnąłem rękę.
„Mike”.
„Wiem, że to dużo”.
„Przeniosłeś ślub?”
„Nasz ślub. Ten, który już zaplanowaliśmy. Wszystko pozostaje bez zmian. Zmieniło się tylko miejsce. I po prostu odbędzie się wcześniej”.
Znów spojrzałem w głąb korytarza.
Przeszedł obok pielęgniarz, niosąc wazon.
„Jak?”
„Szpital ma salę bankietową niedaleko kaplicy. Zgodzili się, żebyśmy mogli z niej korzystać za darmo” – powiedział.
„A co z resztą?”
„Twoi znajomi pomogli skontaktować się ze wszystkimi, których zaprosiliśmy. Są tutaj”.
Oczy mi się zaszkliły.
„Załatwiłem też nowe ustalenia z firmą cateringową, kwiaciarnią, naszym piekarzem i fotografem”.
„Znikałeś z tego powodu?”
„Każdej nocy”.
„Spotkania służbowe?”
„Rozmowy telefoniczne ze szpitalem”.
„Problem z kwiaciarnią?”
„Rzeczywiście był problem. Musieliśmy mieć wszystko gotowe w pięć dni.
Uderzyłam go raz w pierś płaską dłonią.
„Dałeś mi do zrozumienia, że zostawiasz mnie samą”.
„Chcieliśmy, żeby to była niespodzianka”.
„Powinieneś był mi powiedzieć”.
„Chciałam. Ale twój ojciec prosił mnie, żebym nie robiła tego, dopóki wszystko nie będzie pewne”.
Zatrzymałam się.
„Tata wiedział?”
„Pomógł wybrać nową datę”.
Kolana mi zmiękły.
Mike trzymał mnie za łokcie.
„Powiedział mi, że nie ma kontroli nad tym, ile mu zostało czasu. Powiedział, że chce czegoś, co wciąż może kontrolować”.
Łzy spływały mi po twarzy.
„To takie słodkie”. Zaraz się rozpłaczę.”
Spojrzałam na niego.
Jaki przystojnie wyglądał w garniturze.
Jakiż on wciąż był tym dobrym mężczyzną, w którym się zakochałam.
Jak mogłam w niego wątpić?
„Chcę cię poślubić” – powiedziałam.
Jego oczy się zaszkliły.
„Dziś wieczorem?”
„Dziś wieczorem”.
Zelle podeszła do nas w granatowej sukni druhny, którą wybraliśmy miesiące wcześniej.
Miała już gotowy makijaż, ale powstrzymywała łzy.
„Proszę, nie miej do mnie żalu” – powiedziała.
„Rozważam to teraz, kiedy wiem, że o tym wiesz”.
„Rozważ to po tym, jak ułożysz włosy i makijaż”.
Złapała mnie za rękę i pociągnęła do innego pokoju.
Trzy moje najbliższe przyjaciółki były już w środku, ubrane.
Mara krzyknęła
Zaniepokoiła się, gdy mnie zobaczyła.
Tessa zaczęła płakać.
Olivia uniosła torbę na ubrania.
Moja suknia ślubna.
„Przyniosłaś ją?” zapytałam.
Zelle wyglądała na urażoną.
„Oczywiście, że ją przyniosłam”.
Na jednym stole leżały buty, kolczyki, spinki do włosów i dwa naszyjniki.
Wizażystka stała przy otwartej gablocie.
Stylista ułożył lokówki i szczotki przy zlewie.
„To szaleństwo” – wyszeptałam.
„Tak” – powiedziała Zelle. „Podnieś ręce”.
Rozebrali mnie, zanim zdążyłam się sprzeciwić.
Następna godzina minęła jak z bibuły.
Podkład i spinki do włosów.
Ktoś zapinał tył mojej sukienki.
Zelle dociskała chusteczki pod moimi oczami, żeby makijaż się nie rozmazał.
Mara zmuszała mnie do zjedzenia połowy kanapki.
Kiedy stylistka skończyła, spojrzałam w lustro.
Po raz pierwszy od tygodni nie wyglądałam jak ktoś czekający na śmierć.
Wyglądałam jak panna młoda.