— Słucham?
— To jest również jej mieszkanie.
— Również?!
— Słucham?
— To jest również jej mieszkanie.
— Również?!
Tym razem nawet Kuba parsknął śmiechem.
— Babciu, od dziesięciu lat większość rachunków płaci mama. Myślę, że słowo „również” jest tutaj wyjątkowo delikatne.
Tomasz rzucił synowi ostrzegawcze spojrzenie, ale nie zaprzeczył.
Bo nie mógł.
Wszyscy znali prawdę.
Przez lata wygodnie było jej nie zauważać.
Barbara usiadła ciężko na krześle.
— Nie poznaję cię, Ewa.
— Ja siebie właśnie zaczynam poznawać.
To zdanie zaskoczyło nawet mnie samą.
Ale było prawdziwe.
Przez długi czas starałam się być dobrą żoną, dobrą synową, dobrą matką.
Pomagałam.
Ustępowałam.
Godziłam wszystkich wokół.
Tyle że nikt nigdy nie pytał, czego chcę ja.
Wszystkim odpowiadało, że jestem rozsądna.
Bo rozsądna osoba zawsze ustąpi pierwsza.
— A co z Magdą? — zapytała Barbara.
— Nie wiem.
— Jak to nie wiesz?
— Tak samo jak nie wiem, gdzie mieszkają tysiące innych dorosłych ludzi podczas remontów. To jej problem do rozwiązania.
— Jesteś bez serca.
— Nie. Po prostu przestałam brać odpowiedzialność za życie wszystkich dookoła.
Barbara pokręciła głową.
— Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała.
— Ja również nie spodziewałam się, że ktoś będzie próbował urządzać moje mieszkanie bez mojej zgody.
Znów zapadła cisza.
Tym razem znacznie dłuższa.
W końcu Barbara wstała.
— Chodź, Tomasz.
— Dokąd?
— Do samochodu.
— Mamo…
— Powiedziałam: chodź.
Po raz pierwszy zobaczyłam, że Tomasz się zawahał.
Jeszcze kilka lat wcześniej pobiegłby za nią bez słowa.
Teraz jednak stał nieruchomo.
Między dwoma światami.
Między matką, która przez całe życie mówiła mu, co ma robić, a rodziną, którą sam stworzył.
— Nie pojadę — powiedział cicho.
Barbara zamarła.