Po raz pierwszy od śmierci rodziców nie czułam się już samotna.
Po chwili wujek Andriej otarł mi łzy.
— Czy ktoś jeszcze chce się z tobą zobaczyć?
— Kto?
Gestem wskazał mi skraj pola.
W cieniu drzewa siedziała babcia Elena.
Trzymała serwetkę w jednej ręce i uśmiechała się przez łzy.
— Babciu!
Pobiegłam do niej.
— Przyszłaś!
— Obiecałam ci, że znajdę rozwiązanie, prawda?
Rzuciłam się jej w ramiona.
— Ty to zrobiłaś?
— Kilka tygodni temu napisałam do Andrieja.
Zdziwiona podniosłam wzrok.
— Wysyłałaś mu listy?
— Co tydzień, przyznała.
— I nic mi nie powiedziałaś?
— Niektóre niespodzianki warto zachować na właściwy moment.
Wujek Andriej podszedł i uklęknął obok nas.
— Twoja babcia mnie nie prosiła, żebym przyszedł.
— Nie?
— Zmusiła mnie.