To nie był żal.
To był strach.
O 19:30 były dyrektor finansowy umówił się z Élise w magazynie niedaleko Aubervilliers.
Pokazał jej 27 sfałszowanych podpisów.
Wszystkie w imieniu Elise.
Potem otworzył ostatnią teczkę.
Camille Vasseur nie była tylko kochanką Arnauda.
Jej poprzednie imię brzmiało Camille Morel.
A w jej akcie urodzenia podano, że ojcem był wujek Elise.
CZĘŚĆ 3
W magazynie unosił się zapach zimnego kurzu, wilgotnej tektury i oleju silnikowego. Na zewnątrz deszcz bębnił o pofalowaną blachę niczym niecierpliwe palce. Elise wpatrywała się w ekran komputera, nie mogąc się ruszyć.
Camille Vasseur.
Camille Morel.
Córka Gérarda Morela.
Jej wujek Gérard.
Mężczyzna, który co roku przychodził na świąteczny obiad z koszem drogich win. Mężczyzna, który wygłosił drżącą mowę na ślubie Elise. Mężczyzna, który powtórzył jej po śmierci matki:
„Jesteś teraz dla mnie jak córka”.
Elise poczuła narastającą falę mdłości.
„Camille jest moją kuzynką?”
Paul Garnier, były dyrektor finansowy, wytarł okulary zmiętą chusteczką. Nie był już tym dyskretnym dyrektorem, który kiedyś spuszczał wzrok na spotkaniach. Jego głos drżał.
„Tak wskazują dokumenty. Gérard przyznał się do niej pod innym nazwiskiem, gdy miała sześć lat. Potem wszystko zostało pogrzebane”.
„Dlaczego?”
Paul zawahał się.
„Bo ona zapewnia dostęp do części tego”.
o spadku Morelów. I dlatego, że twoja matka zaplanowała coś innego.
Elise gwałtownie uniosła głowę.
„Moja matka nie żyje”.
Paul nie odpowiedział.
Ta cisza otworzyła w pokoju przepaść głębszą niż cudzołóstwo, bardziej brutalną niż nożyce, zimniejszą niż zdefraudowane miliony.
„Paul”.
Otworzył szafkę na dokumenty pod metalowym stołem. W środku znajdowały się kopie umów, wyciągi bankowe, stare fotografie. Potem podał jej pożółkłą kopertę z nazwiskiem jej matki: Claire Morel.
Dłonie Elise pociły się.
„Gdzie to znalazłaś?”
„W archiwach fikcyjnej firmy. Gérard trzymał wszystko. Nikomu nie ufa”.
Elise wyjęła zdjęcie. Przedstawiało jej młodszą matkę stojącą przed domem w Bretanii. Obok niej Gérard się uśmiechnął. Za nimi kobieta, której Élise nie znała, trzymała za rękę małą, ciemnowłosą dziewczynkę.
Na odwrocie widniało zdanie: „Jeśli Élise kiedykolwiek pozna prawdę, niech wie, że nigdy nie chciałam jej porzucić”.
Élise musiała oprzeć się o stół.
„To żart”.
„Nie”.
„Moja matka zginęła w wypadku samochodowym 16 lat temu”.
„Widziałaś jej ciało?”
Pytanie uderzyło ją jak policzek.
Zamknięta trumna.
Gérard wszystko załatwił. Jej ojciec był zbyt załamany, mówiono. Élise miała 19 lat. Płakała nad grobem, ściskała dłonie sąsiadom, czuła ramiona Gérarda na swoich ramionach.
Znów widziała siebie jako nastolatkę, stojącą przed białym marmurem, nie mogącą sobie wyobrazić, że rodzina może leżeć nawet przy grobie.
Z tyłu magazynu rozległ się metaliczny zgrzyt.
Paul zatrzasnął komputer.
„Ktoś tu był”.
Światła jarzeniówek zamigotały, a potem zgasły. Zapadła ciemność.
Telefon Elise zawibrował.
Nieznany numer.
„Powinieneś był zatrzymać się na włosach”.
Sekundę później pojawiło się zdjęcie. Przedstawiało Elise wchodzącą do magazynu 20 minut wcześniej.
Paul zbladł.
„Byliśmy śledzeni”.
Z cienia dobiegł głos.
„Nie śledzeni. Spodziewani”.
Camille pojawiła się przy wyjściu ewakuacyjnym, ubrana w czarny płaszcz, z wymuszonym wyrazem twarzy. Nie miała już biurowej arogancji. Wyglądała na zmęczoną, wręcz chorą.
Elise zrobiła krok naprzód.
„Czy wiedziałaś, że jesteśmy kuzynkami?”
Camille zaśmiała się krótko.
„Nadal myślisz, że wszystko kręci się wokół ciebie”.
„Odpowiedz mi”.
„Tak”.
Słowo padło bez wahania.