Potem dodał:
„Czy mogę chociaż z tobą porozmawiać?”
Claire usiadła.
Ojciec powiedział jej wtedy coś, czego nie wiedziała.
Dzień przed Wigilią Monique kupiła dwa prezenty dla Léi i Maxime’a.
Istniały.
Były nawet zapakowane.
Ale kilka godzin przed przybyciem gości między Monique a Claire wybuchła kłótnia.
Claire po raz kolejny odmówiła przekazania domu na rzecz rodzinnej firmy zajmującej się nieruchomościami, w której Laurent miałby udziały.
Monique powiedziała do niej:
„Wszyscy korzystają z tego domu. Dlaczego tak nalegasz, żeby pozostał wyłącznie na twoje nazwisko?”
Claire odpowiedziała:
„Ponieważ kupiłam go, żeby zabezpieczyć przyszłość moich dzieci”.
Na tym rozmowa się zakończyła.
A przynajmniej Claire tak myślała.
Po wyjściu z kuchni Gérard zobaczył, jak Monique bierze spod choinki dwa pakunki i zanosi je do swojego pokoju.
„Powinienem był ją powstrzymać” – mruknął.
Claire nie odpowiedziała.
Paliło ją w gardle.
Prezenty nigdy nie zostały zapomniane.
Jej dzieci zostały świadomie ukarane, ponieważ ona
odmówiła oddania majątku.
„Dlaczego nic mi nie powiedziałeś wczoraj wieczorem?”
„Bo jestem tchórzem”.
Odpowiedź była tak prosta, że ją rozbroiła.
Gérard kontynuował:
„Przez lata powtarzałem sobie, że ty i twoja matka macie różne osobowości. Że Laurent nas bardziej potrzebuje. Że jesteś silna. To było wygodne”.
Claire zamknęła oczy.
„Komu wygodne?”
Jej ojciec nie odpowiedział od razu.
„Mnie”.
Potem usłyszała czyjś oddech za sobą.
Monique.
Claire wstała.
„Tato, włączyłeś głośnomówiący?”
„Claire…”
Rozłączyła się.
Tego samego wieczoru otrzymała zdjęcie.
Na komodzie leżały dwa prezenty.
Jeden był oznaczony „Léa”.
Drugi „Maxime”.
Claire nie pokazała zdjęcia dzieciom.
Jeszcze nie.
W ciągu następnych kilku dni gniew rodziny się zmienił.
Ciocia zadzwoniła do Claire, żeby powiedzieć jej, że „posuwa się za daleko”.
Kuzyn wyjaśnił, że Monique zawsze była „niezdarna emocjonalnie”.
Laurent wysłał długą wiadomość na czacie rodzinnym:
„Wszyscy możemy popełniać błędy, ale pozbawienie całej rodziny domu wakacyjnego jest niewspółmierne do okoliczności”.
Claire odpowiedziała po prostu:
„Dom wakacyjny nie jest problemem”.
Laurent napisał:
„Oczywiście, że jest”.
Nieumyślnie, po prostu zgodził się z nią przed wszystkimi.
Claire opuściła czat grupowy.
Następne 30 dni było dziwne.
Spodziewała się, że będzie czuła się winna.
Zamiast tego odkryła, jak spokojne jest jej życie, kiedy przestała spędzać czas na przewidywaniu reakcji matki.
Léa znów zaczęła zapraszać przyjaciół.
Maxime przestał pytać, czy babcia dzwoniła.
Wtedy, w pewną środę po południu, ktoś zapukał do drzwi.
Monique stała na zewnątrz.
Bez Gérarda.
Bez Laurenta.
Bez kwiatów.
Bez drogich prezentów.
Niosła dwa małe drewniane pudełka.
Claire nie wpuściła jej do środka.
„Powinnaś była zadzwonić”.
„Nie odebrałabyś”.
„Prawdopodobnie”.
Monique spuściła wzrok.
W dzieciństwie Claire widziała, jak jej matka dominowała w pokoju, po prostu do niego wchodząc.
Tego dnia nagle wydała się mniejsza.
„Zachowałam ich prezenty” – powiedziała.
Claire się nie poruszyła.
„Wiem”.
Monique podniosła wzrok.
„Twój ojciec ci powiedział”.
— Tak.
W końcu na jej twarzy pojawił się wstyd.
Bez gniewu.
Bez oburzenia.
Po prostu wstyd.
— Zabrałam je celowo.
— Też to wiem.
— Byłam wściekła z powodu domu.
Claire poczuła ucisk w piersi.
Usłyszenie prawdy na głos bolało chyba bardziej niż jej domyślenie się.
— Więc chciałaś mnie ukarać.
— Tak.
— Wykorzystując moje dzieci.
Monique otworzyła usta, ale nie wydobyła z siebie ani słowa.
Claire zrobiła krok w jej stronę.
— Léa wróciła do domu, myśląc, że jest mniej warta niż jej kuzyn. Maxime zapytał mnie, co zrobił źle. Czy rozumiesz, co im dałaś tamtej nocy? Nie chodziło o brak zabawki. To był wstyd.
Oczy Monique napełniły się łzami.
„Myślałam, że w końcu zrozumiesz”.
Claire zamarła.
Nawet w tym wyznaniu było coś przerażającego.
„Właśnie dlatego teraz ich nie widzisz”.
Monique zbladła.