Nagranie wciąż grało.
„A co, jeśli nie podpiszę?”
„Jutro zabiorę cię do mediatora. Tam podejmiesz decyzję”.
Potem zamknął się w łazience i odkręcił kran, żeby ukryć telefon. Podeszła Mariana.
„Nie możemy zrobić testu DNA” – wyszeptał Rodrigo. „Jeśli to zrobimy, wszystko się rozleci. Najpierw musimy na nią naciskać”.
To zdanie utkwiło mu w pamięci.
Następnego ranka Fernanda przyjechała do mieszkania. Przejrzała umowę i znalazła nieprawidłowości: mieszkanie było zarejestrowane na oboje, zaliczka pochodziła ze spadku, który Mariana otrzymała, a Rodrigo ukrył konto inwestycyjne.
Ale najpoważniejszym problemem była opinia lekarska.
„Logo jest nieaktualne” – powiedziała Fernanda. „Numer rejestracyjny specjalisty jest niekompletny, a podpis nie odpowiada formatowi stosowanemu w klinice”.
Nikaragua. Poproszę o oficjalne potwierdzenie.
Złożyła również natychmiast wniosek do sądu rodzinnego o nakazanie testu DNA z ustaleniem łańcucha opieki i tymczasowych alimentów dla Mateo.
Rodrigo, wciąż wierząc, że Mariana się boi, wysłał jej adres biura mediacyjnego w Polanco.
„Po prostu porozmawiamy. Nie będzie żadnej presji” – napisał.
Mariana przyjechała w towarzystwie Fernandy.
Rodrigo czekał na korytarzu z kobietą po trzydziestce, ubraną w beżowy płaszcz, dyskretne szpilki i ze skórzaną torebką. Udawała, że sprawdza telefon, ale co kilka sekund zerkała na Rodriga.
„To Valeria, asystentka w firmie” – improwizował. „Przyszła, żeby przejrzeć umowę”.
Fernanda otworzyła teczkę i położyła na stole kilka wydruków wiadomości.
„W takim razie może asystentka wyjaśni, dlaczego radziła zmusić mojego klienta do podpisania umowy przed testem DNA”.
Valeria zobaczyła jego nazwisko, słowa i zdjęcie w raporcie.
„Mówiłeś, że nic nie wiesz” – zażądała od Rodriga. „Powiedziałeś, że podpiszesz, żeby uniknąć skandalu”.
„Zamknij się” – mruknął.
„Mówiłeś, że dziecko zrujnowało ci życie! Chciałeś zatrzymać mieszkanie i zacząć ze mną od nowa!”
Mediatorka wyszła z gabinetu, gdy usłyszała krzyki. Spojrzała na dokumenty, stan Mariany i kłótnię między Rodrigiem a Valerią.
„Nie będzie mediacji” – oświadczyła. „Nie zatwierdzam porozumień uzyskanych groźbami”.
Valeria zbiegła po schodach. Rodrigo dogonił Marianę przy wejściu i złapał ją za ramię.
„Manipulowała mną. Byłem zdezorientowany”.
Mariana odsunęła się.
„Nikt cię nie zmuszał, żebyś mnie oszukała, sfałszowała dokument i użyła syna jako karty przetargowej”.
Tego samego dnia Fernanda złożyła pozew o rozwód, zażądała przyznania jej opieki nad dzieckiem i przesłała nagranie.
Tydzień później nadeszła pierwsza odpowiedź z kliniki: Rodrigo nigdy nie był tam pacjentem.
Ale coś jeszcze poważniejszego miało dopiero nadejść.
Fernanda odebrała telefon z działu prawnego placówki. Milczała przez kilka sekund, a potem spojrzała na Marianę.
„Wiemy już, kto sporządził ten raport… i nie uwierzysz, co znaleźli pod tym podpisem”.
CZĘŚĆ 3
Klinika nie tylko zaprzeczyła, że wydała raport. Poinformowała również, że nazwisko lekarza należało do specjalisty, który przeszedł na emeryturę cztery lata wcześniej, a wydrukowany numer akt odnosił się do kobiety, która przeszła zupełnie inne leczenie.
Dokument był falsyfikatem złożonym z autentycznych fragmentów.
Valeria pracowała jako asystentka administracyjna w prywatnym laboratorium w Naucalpan. Podczas tej pracy miała dostęp do szablonów, zdigitalizowanych pieczątek i formularzy medycznych. Wewnętrzne śledztwo ujawniło, że na kilka tygodni przed konfrontacją ktoś uzyskał dostęp do folderu z archiwalnymi dokumentami, używając jej starych danych logowania.
„To nie było spontaniczne kłamstwo” – wyjaśniła Fernanda. „Zaplanowali to z dużym wyprzedzeniem”.
Mariana poczuła mdłości.