Szok nie dotyczył tylko wybitej szyby.
O 18:31, sześć minut przed kontrolą, Delmas sprawdził tablicę rejestracyjną Karima w terminalu pokładowym. W pliku widniały: nauczyciel, adres w Saint-Priest, brak wcześniejszych wykroczeń, ubezpieczony pojazd, ważny przegląd techniczny. O godzinie 18:34 dyspozytor podał już częściowe informacje: poszukiwany znajdował się w pobliżu dworca kolejowego, ponad 5 kilometrów dalej. O 17:54 został zatrzymany. Delmas miał więc czas, żeby się dowiedzieć. Miał czas, żeby sprawdzić. Miał czas, żeby powstrzymać się od ataku.
Ale uderzył.
Wstępny opis wskazywał na mężczyznę w wieku około 20 lat, ubranego w czerwony dres, uciekającego pieszo. Karim miał 41 lat, niebieską koszulę, siwiejące włosy na skroniach, siedzącego w samochodzie, z torbą nauczycielską i papierami szkolnymi na tylnym siedzeniu.
Kiedy dziennikarz France 3 zapytał Samirę, co czuje po obejrzeniu nagrania, nie rozpłakała się. Stanęła prosto przed bramą ich budynku.
„Dźwięk okna, słyszymy go tylko raz. Ale u nas w domu powraca każdej nocy”.
To zdanie powtarzano wszędzie.
Presja rosła. Stowarzyszenia, związki nauczycielskie, okoliczni mieszkańcy, byli żołnierze, rodzice uczniów. W niedzielę zorganizowano cichy marsz. Karim początkowo nie chciał w nim uczestniczyć. Obawiał się, że jego imię stanie się sztandarem, którym inni będą machać w jego miejsce. Ale jego matka, 72-letnia Farida, położyła mu rękę na ramieniu.
„Kiedy twój ojciec przyjechał z Algierii, spuścił wzrok, żeby utrzymać pracę. Ty, ty możesz je wychować, żeby twoje córki nie musiały wybierać”.
Więc szedł.
Nie z przodu. Pośrodku.
Każda z jego córek trzymała rękę. Na znaku,
Jeden ze studentów napisał: „Proszę pana, uczył nas pan o 1789 roku. Dzisiaj rozumiemy”.
Karim przeczytał wyrok i musiał przerwać. Samira ścisnęła go za ramię. Po raz pierwszy od nocy przesłuchania rozpłakał się. Nie na długo. Wystarczająco długo, by filmujący go ludzie sami odłożyli telefony.
Do konfrontacji doszło trzy tygodnie później, w zbyt jasno oświetlonym pokoju administracyjnym, przed komisją dyscyplinarną. Delmas był tam, w ciemnym garniturze, z zaciśniętymi szczękami, a obok niego jego prawnik. Karim wszedł z Maître Caradecem. Nadia była na korytarzu. Pani Arnaud też tam była, drobna w beżowym płaszczu, ale twarda jak skała.
Przewodniczący zapytał Delmasa, czy podtrzymuje swoją wersję wydarzeń.
Funkcjonariusz mówił o adrenalinie, napięciu, odmowie podporządkowania się i delikatnym kontekście. Powtórzył, że Karim „zakwestionował autorytet” i że to sprawiło, że interwencja była „nieprzewidywalna”.
Karim słuchał bez ruchu. Potem zaczął odtwarzać cały film.
W sali słychać było jego spokojny głos.
W sali słychać było jego ręce na kierownicy.
W sali słychać było Delmasa mówiącego: „Gdzie pan myśli, że jest?”.
W sali słychać było brzęk szklanki.
Potem radio.
„Podejrzany zatrzymany o 17:54”.
Nikt nie kaszlnął. Nikt nie poruszył krzesła. Cisza stała się tak ciężka, że Karim niemal słyszał bicie własnego serca.
Sędzia zwrócił się do Delmasa.