Główny beneficjent: Gregory Lawson.
Wpatrywałem się w świecący ekran, aż litery rozmyły się w mdłą smugę pikseli. Nie porzucił jej tak po prostu. Skrupulatnie zaplanował jej upadek. Wydał z niej pieniądze, przyspieszył rozwód, ponownie ożenił się ze swoją kochanką i celowo uczynił siebie jedynym beneficjentem jej śmierci. Czekał na mecie na pół miliona dolarów odszkodowania.
Wyciągnąłem telefon komórkowy i zadzwoniłem do Davida Caldwella.
David i ja pracowaliśmy razem na oddziale urazowym w Chicago. Był genialnym chirurgiem urazowym, zanim się wypalił i poszedł na studia prawnicze. Był teraz jednym z najbardziej bezwzględnych i najlepiej opłacanych adwokatów specjalizujących się w prawie spadkowym i procesowym w Illinois.
Odebrał po drugim dzwonku. „Martho? Jest druga w nocy. Co się stało?”
„Wszystko” – odpowiedziałam.
Przez następne dziesięć minut przedstawiałam cały, przerażający plan zdrady Grega. David ani razu mi nie przerwał.
Kiedy w końcu skończyłam, cisza na linii była śmiertelna.
„Czy Sarah ma obecnie testament?” – zapytał David, a jego głos zmienił się w ostry, drapieżny ton.
„Nie wiem” – odpowiedziałam. „Prawdopodobnie to, do podpisania którego Greg ją zmusił”.
„Dowiedz się” – rozkazał David. „Jeśli tego nie zrobi albo jeśli Greg będzie miał nad tym kontrolę, dziś wieczorem przygotujemy nowy. Wysyłam ci natychmiast niezawodny szablon. Zbierz dwóch niezależnych świadków medycznych. Do świtu sprowadź mobilnego notariusza do hospicjum. Co więcej, wszczynamy natychmiastowy spór z ubezpieczycielem i składamy formalne zawiadomienie o oszustwie, zanim on w ogóle spróbuje złożyć wniosek o odszkodowanie za śmierć. Marto, nie tylko chronimy jej pozostałe pieniądze”.
„Co robimy?” – zapytałam.
„Budujemy niezbity dowód prawny” – powiedział ponuro David. „Zamierzamy go finansowo ukrzyżować”.
Właśnie gdy odłożyłam słuchawkę, z korytarza dobiegł przenikliwy, wysoki alarm. Dochodził z sali 107. Kardiomonitor Sary wskazywał stan równowagi.
Pobiegłam korytarzem, wpadając przez drzwi sali 107. Brenda była już przy łóżku, regulując przepływ tlenu i stabilizując wenflony. Przerażający ryk monitora ucichł, wracając do słabego, kruchego rytmu.
„Fałszywy alarm” – wyszeptała Brenda, ocierając pot z czoła. „Czujnik zsunął się z jej klatki piersiowej. Ale jej funkcje życiowe spadają, Marto. Nie ma dużo czasu”.
Przysunęłam krzesło do brzegu łóżka i wzięłam w swoją półprzezroczystą dłoń Sarah. Jej oczy zatrzepotały.
„Mamo” – wyszeptała ledwie chrapliwym głosem. „Bardzo mi przykro”.