„Jestem na dole” – zatrzeszczał jej głos z głośnika. Był ochrypły, pozbawiony korporacyjnego blasku. „Mogę wejść na górę?”
Zaprosiłam ją do środka. Pięć minut później stanęła w drzwiach. Nie miała na sobie marynarki. Miała na sobie wyblakłą studencką bluzę i dżinsy. Oczy miała opuchnięte. Bez słowa odsunęłam się i wpuściłam ją do ciepłego mieszkania.
Podeszła do okna i wpatrywała się w śnieg.
„Wyrzuciłam Milesa” – powiedziała cicho. „Składam pozew o rozwód. Zarząd Rivian wysyła mnie na urlop administracyjny na czas audytu finansów z ostatnich dwóch lat”.
„Przepraszam, Vivien”. I mówiłam poważnie.
Odwróciła się, osłaniając ramionami brzuch w geście obronnym. „Nie powinnaś. Całe moje życie było przedstawieniem. Tak bardzo bałam się być zwyczajna, że pozwoliłam mamie i tacie zrobić ze mnie potwora. I pozwoliłam im ukraść ci przyszłość, żeby to zrobić”.
Wzięła drżący oddech. „Nie wiedziałam o tej ziemi, Evie. Przysięgam na Boga, że nie wiedziałam”.
„Wierzę ci” – powiedziałam delikatnie.
„Jak możesz mnie nie nienawidzić?” – krzyknęła, a łza w końcu spłynęła jej po policzku i potoczyła się gorącym tropem. „Wręczyłam ci podanie o pracę recepcjonistki, stojąc na pieniądzach twojego dziadka!”
Podeszłam do kuchennej wyspy i wzięłam kubek. „Bo nienawiść wymaga energii, której nie chcę marnować. Byłaś pionkiem w ich grze, tak jak ja. Jedyna różnica polega na tym, że twoja rola była wygodna, a moja miała być skromna”.
Vivien powoli skinęła głową, ocierając twarz rękawem. „Mama i tata są przerażeni. Tata mówi o likwidacji kont emerytalnych, żeby spłacić ci dług za ziemię. Mama nie przestaje płakać od dwudziestu czterech godzin”.
„Przeżyją” – odpowiedziałam. „Ale ja już nie będę chodzić na niedzielne obiady. Jeśli chcą mnie poznać, będą musiały nauczyć się rozmawiać z obcą osobą”.
Vivien uśmiechnęła się blado, z trudem. „A co z nami? Czy w twoim imperium jest miejsce dla siostry?”
Spojrzałam na nią – odartą z arogancji, odartą z toksycznego męża, wreszcie stojącą w surowym, niewygodnym świetle prawdy.
„Nie potrzebuję asystentki” – powiedziałam cicho. „Ale potrzebuję siostry. Możemy zacząć od tego. Powoli”.