Pochyliłam się nad tekowym stołem — tym samym, na którym dziesięć minut wcześniej Eleanor postawiła pusty kieliszek po martini — i podpisałam ostatnie pole autoryzacji.
Ostry ślad czarnego atramentu przypieczętował przejęcie.
Julian wyciągnął rękę.
Zawisła tuż przy moim łokciu, ale nie odważył się dotknąć mokrego materiału sukienki.
— Sienna, proszę. Spójrz na mnie. Możemy o tym porozmawiać. Jeśli miałaś wątpliwości co do nas, co do mojej rodziny… powinnaś była coś powiedzieć. Nie musiałaś niszczyć mojego ojca.
Powoli odwróciłam głowę w jego stronę.
Chłopak, który siedział sześć stóp ode mnie, kiedy jego matka prawie zepchnęła mnie do Atlantyku, teraz patrzył na mnie szeroko otwartymi, przerażonymi oczami, błagając o litość, której sam nawet nie próbował mi okazać.
— Nie zniszczyłam twojego ojca, Julian — powiedziałam, oddając podpisaną teczkę Kirze. — Zrobiła to matematyka. Ja tylko przestałam pokrywać jego błędy w zaokrągleniach.
Spojrzałam na Eleanor.
Jej wypielęgnowane dłonie wyraźnie drżały.
— Miałaś rację w jednej sprawie, Eleanor. Obsługa rzeczywiście powinna znać swoje miejsce.
Zdjęłam mokrą lnianą serwetkę z kostki i rzuciłam ją na tekowy pokład.
— A moje jest na samym szczycie tabeli właścicielskiej.
CZĘŚĆ 3: EKSMISJA
Policjanci portowi ruszyli do przodu.
Brzęk ich wyposażenia przeciął ciężką ciszę.
— Panie Richardson — powiedział starszy funkcjonariusz do Charlesa. — Musimy natychmiast opróżnić jednostkę. Vantage Capital przejęło pełną kontrolę operacyjną. Załoga otrzymała już polecenie zacumowania przy publicznym nabrzeżu w celu przeprowadzenia inwentaryzacji i wyładunku.
— Wyładunku?! — sapnęła Eleanor, a jej głos podskoczył o oktawę. — Mamy gości! Mamy dwanaście tuzinów ostryg na lodzie! Nie możecie nas po prostu wyrzucić z własnego jachtu!
— To nie jest państwa jacht — powtórzyła Kira i podała Charlesowi niebieską kopię nakazu przejęcia.
— A od trzech minut osobiste poręczenia zabezpieczające państwa główną rezydencję w Southampton oraz komercyjne linie kredytowe w Sovereign również są traktowane jako niewykonane. Formalne nakazy eksmisji z posiadłości zostaną doręczone dziś do siedemnastej.
Przez gości przeszedł zbiorowy jęk.
Przyjaciele w lnie i złotych zegarkach — ci sami, którzy chwilę wcześniej śmiali się z mojej mokrej sukienki — zaczęli teraz wycofywać się w stronę trapu, desperacko próbując odciąć się od tonącego statku o nazwie Richardson.
— Sienna, zaczekaj — wyjąkał Julian.
Całkowicie porzucił rodziców i ruszył szybko za mną, kiedy szłam w stronę policyjnej łodzi.
— Możemy to naprawić. Każę mamie przeprosić! Ona nie miała tego na myśli. Po prostu była zdenerwowana sytuacją w firmie! Wróćmy do mojego apartamentu, porozmawiajmy—
— Do twojego apartamentu? — zatrzymałam się przy poręczy i spojrzałam na niego przez ramię. — Do penthouse’u przy 72nd Street?
Julian zamrugał.
— Tak! Możemy pojechać tam od razu—
— Główną umowę najmu tego budynku posiada spółka holdingowa o nazwie Apex Holdings — powiedziałam spokojnie. — Apex jest w całości własnością Vantage Capital. W poniedziałek rano rozwiązuję twój najem. Masz czterdzieści osiem godzin, żeby spakować buty.
Julian znieruchomiał.
Kolor całkowicie odpłynął mu z twarzy.
Nagle wyglądał na mniejszego.
Chudszego.
Całkowicie pozbawionego tej niezasłużonej pewności siebie, którą nosił przez osiem miesięcy jak zbroję.
Charles osunął się na jeden z białych, miękkich leżaków i wpatrywał w podłogę.
Wypalony przez cygaro ślad w drewnie został jak trwała blizna na pokładzie, którego już nie posiadał.
Eleanor płakała.
Nie wyglądała już jak matriarchini wyższych sfer.
Wyglądała jak kobieta, która zbudowała dom na piasku i właśnie patrzyła, jak nadchodzi przypływ.
FINAŁ
Zeszłam po krótkiej drabince na pokład czekającej policyjnej łodzi portowej.
Gumowy kadłub delikatnie odbijał się od ogromnej białej burty jachtu.
Kira zeszła za mną i postawiła wodoodporną teczkę między stopami.
Funkcjonariusz przy sterze wrzucił wsteczny.
Dwie śruby spieniły wodę na biało i zaczęły powoli odciągać nas od jednostki.
Na głównym pokładzie Richardsonowie stali obok siebie przy rufowej poręczy.
Dokładnie tej samej, przy której Eleanor piętnaście minut wcześniej próbowała mnie zepchnąć.
Julian patrzył w dół.
Usta miał lekko otwarte.
Ręce zwisały bezradnie po bokach.
Wiatr rozwiewał moje wilgotne od soli włosy po twarzy, ale ich nie odgarnęłam.
Nie czułam już złości.
Nie czułam potrzeby zemsty.
Czułam tylko ogromną, cichą jasność idealnie zamkniętego bilansu.
— Dokąd teraz, pani Prezes? — zapytała Kira ponad szumem silników, otwierając tablet z harmonogramem na resztę popołudnia.
Wzięłam głęboki oddech ostrym atlantyckim powietrzem.
Czułam smak soli.
Morza.
I nieobciążonej wolności portu rozciągającego się przede mną.
— Na Rowan Street — odpowiedziałam, poprawiając torebkę na ramieniu. — Zaczynam zmianę o piątej, a stali klienci lubią dostawać kawę na czas.