Renata wślizgnęła się za zasłonę. Francis stała na korytarzu, mamrocząc coś do siebie, analizując mój dziennik. Ale dwadzieścia minut później Patricia maszerowała korytarzem z twarzą ściągniętą z niepokoju.
„Dorothy” – ostrzegła pielęgniarka, zerkając przez ramię. „Marcus Webb się zaostrza. Jest przy recepcji i domaga się pomocy administracyjnej. Twierdzi, że bezprawnie zatrzymujemy jego pasierbicę i grozi pozwem, jeśli mu jej natychmiast nie oddamy”.
Francis podniosła wzrok znad telefonu, a jej oczy zwęziły się w niebezpieczne szparki. „Może grozić, ile chce. Ale jeśli sędzia nie podpisze tego wniosku w ciągu godziny, Marcus ma prawa rodzicielskie. Może ominąć ochronę, wyrwać jej wenflon z ręki i zabrać do domu”.
Rozdział 5: Zamykanie marginesu bezpieczeństwa
Margines błędu zniknął. Potrzebowaliśmy solidnych podstaw prawnych, żeby sprowokować sędziego, a moje notatki, choć kliniczne, były subiektywne.
„Potrzebuję potwierdzenia od osoby trzeciej” – zażądał Francis, krążąc po wąskich płytkach. „Ktoś spoza rodziny, kto był świadkiem rozpadu zachowania”.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer Andrei Simmons, dyrektorki liceum Brooke. Była ledwie szósta rano, ale odebrała Andrea. Kiedy wyjaśniłem powagę sytuacji, nie wahała się ani chwili. Przedstawiła druzgocącą dokumentację: zaniepokojenie doradcy zawodowego, gdy Brooke spanikowała na widok samochodu Marcusa; esej z kreatywnego pisania przepełniony metaforami o uwięzieniu w domu; niewyjaśnione nieobecności idealnie odpowiadające datom siniaków, które udokumentowałem.
„Potrzebuję tego w formie pisemnego oświadczenia złożonego pod przysięgą, przesłanego mojemu prawnikowi w ciągu trzydziestu minut” – poinstruowałem. Andrea dostarczyła je w ciągu dwudziestu.
O 6:45 rano przybyło dwóch umundurowanych policjantów z Charleston, sprowokowanych obowiązkowym zgłoszeniem Renaty do CPS. Spotkałem na korytarzu starszego oficera, posiwiałego mężczyznę o imieniu Garrett. Wręczyłem mu starannie sporządzony koszmar: wyniki badań lekarskich, drugą opinię MUSC dotyczącą starszego złamania i wydrukowane podsumowanie mojego ośmiomiesięcznego dziennika.
Garrett przejrzał dokumenty, a jego brwi uniosły się gwałtownie. „Sporządza pan teczkę od października?”
„Jestem lekarzem, oficerze. Dokumentuję patologię. To nie hobby, to odruch”.