„Nie” – sprostowała delikatnie Renata. „Większość rodzin czeka, aż kości zostaną połamane, żeby zacząć zwracać na nią uwagę. Zbudowałeś wokół niej fortecę, zanim jeszcze oblężenie się zaczęło. Uratowałeś jej życie”.
Odłożyłem słuchawkę, a powaga jej słów wbiła mi się w pierś. Tymczasowy nakaz był zabezpieczony, ale zbliżał się moment postawienia Marcusa w stan oskarżenia. Brooke spojrzała na mnie znad kuchennej wyspy, a świadomość zbliżającego się procesu stwardniała na jej młodej twarzy.
„Powie, że leżę na miejscu dla świadków, prawda?” wyszeptała, ściskając w dłoniach podręcznik do historii.
Rozprawa miała się odbyć za siedem tygodni. Dwunastu nieznajomych…
Wkrótce jej los znajdzie się w ich rękach. Gdyby nasza misternie zbudowana forteca miała choć jedną rysę, obrońcy Marcusa zburzyliby ją, upokorzyli na otwartej rozprawie i próbowali wciągnąć ją z powrotem w ciemność.
Rozdział 7: Prognoza
Minęły trzy miesiące od przenikliwego dźwięku telefonu o 3:17 rano.
Siedzę właśnie przy moim mahoniowym biurku, przeglądając dokumenty, gdy z korytarza dobiega dźwięk, który sprawia, że mój długopis zastyga w bezruchu. To Brooke śmieje się z filmu na swoim telefonie. To nie jest zduszony, wykalkulowany chichot, który wydawała, gdy Marcus był w pokoju. To głośny, obrzydliwy, wspaniały chichot czystej, nieskażonej radości.
Pamiętam tę chwilę w pamięci, tak jak chirurg zauważa nagły, stały rytm monitora funkcji życiowych po otrzymaniu kodu alarmowego.
Gojenie nie przebiega liniowo. Są wieczory, kiedy wycofuje się w przepastną ciszę, przetwarzając traumę z Camille. Ale wykonuje tę wyczerpującą pracę. Diane w końcu zasłużyła na swoją pierwszą nadzorowaną wizytę sześć tygodni temu. Było to boleśnie niezręczne. Diane płakała; Brooke nie. Kiedy godzina dobiegła końca, Brooke powiedziała mi, że było ciężko, ale że czuła jedynie litość dla kobiety, która ją urodziła.
Proces Marcusa Webba zbliża się wielkimi krokami. Francis zgromadził druzgocącą armadę dowodów: raporty z operacji, dokumentację szkoły, moje dzienniki kliniczne i oceny psychologiczne. Brooke zdecydowała się zeznawać. Podjęła decyzję autonomicznie, patrząc mi w oczy i oznajmiając: Jeśli nie powiem tego na głos, to tak, jakby to się nigdy nie wydarzyło.
Powiedziałem jej, że jestem z niej dumny i mówiłem to szczerze z całego serca.