Nadal nic.
Sophie usiadła, ściskając prześcieradło. Zwycięski uśmiech ze zdjęcia zniknął. Na jego miejscu pojawiło się coś mniejszego, bledszego i znacznie mniej imponującego.
„Wysłała to?” zapytała Sophie.
Aleksander powoli odwrócił się i spojrzał na nią.
„Wysłałaś jej to?”
Sophie zamrugała. „Chciałam tylko, żeby wiedziała.”
„Chciałaś, żeby wiedziała?” Jego głos był niski i groźny. „Wysłałaś mojej żonie moje półnagie zdjęcie w pokoju hotelowym?”
„W końcu się dowie” – warknęła Sophie, próbując odzyskać pewność siebie. „Mówiłeś, że ją zostawiasz.”
Aleksander zaśmiał się raz, ale nie było w tym ani krzty humoru.
„Ty idioto.”
To słowo uderzyło ją mocniej niż policzek.
Sophie wpatrywała się w niego. „Słucham?”
„Nie masz pojęcia, co właśnie zrobiłeś”.
„Zrobiłam to, na co byłeś zbyt słaby” – powiedziała Sophie. „Wymusiłam prawdę”.
Aleksander wstał z łóżka i zaczął zbierać ubrania z podłogi. Ręce trzęsły mu się tak bardzo, że ledwo mógł zapiąć koszulę.
„Nie wymusiłeś prawdy” – powiedział. „Podałeś mojej żonie nabity pistolet i uśmiechnąłeś się, gdy celowała w moją firmę”.
Wyraz twarzy Sophie się zmienił.
Po raz pierwszy wyglądała na przestraszoną.
„Twoja firma?” – zapytała. „Co to ma wspólnego z firmą?”
Aleksander zatrzymał się i spojrzał na nią z niedowierzaniem.
„Naprawdę myślałeś, że Elena to tylko moja żona?”
Sophie nic nie powiedziała.
Milczenie Aleksandra odpowiedziało za niego.
O 8:00 rano rozpoczęło się nadzwyczajne posiedzenie zarządu bez jego udziału.
Już samo to wystarczyło, żeby Alexander poczuł mdłości.
Przez siedem lat wchodził do każdej sali konferencyjnej, jakby był właścicielem nie tylko firmy, ale i powietrza w jej wnętrzu. Uwielbiał przeszkloną salę konferencyjną na czterdziestym drugim piętrze siedziby Whitmore Global na Manhattanie. Uwielbiał długi stół, panoramę miasta i sposób, w jaki wszyscy stali, gdy wchodził.
Tego ranka nikt nie stał.
Kiedy Alexander wbiegł do środka we wczorajszym garniturze i źle zawiązanym krawacie, wszyscy przy stole zwrócili się ku niemu z ciszą, jaką stosują bogaci, gdy uznają, że ktoś już skończył.
Na czele stołu siedziała Margaret Hayes.
Obok niej siedziało dwóch prawników z zewnętrznego działu prawnego firmy.
To było coś nowego.
Szczęka Alexandra się zacisnęła.
„Gdzie jest Elena?” zapytał.
Margaret skrzyżowała ręce. „To ciekawe pytanie, Alexander. Mieliśmy nadzieję, że nam odpowiesz”.
„Nie rozmawiałem z nią”.
„Domyśliliśmy się”.
Rozejrzał się po stole. „To prywatna sprawa małżeńska”.
Nikt się nie ruszył.