Społeczność.
Odbicie w lustrze, które mogłam zobaczyć bez mrugnięcia okiem.
„Idziesz?” – zapytałam.
Alison się roześmiała. „Yyy… nie. Boże, nie. Te zjazdy są okropne. Wszyscy się upijają i przechwalają swoimi dziećmi i domami”.
„Idziesz?”
Odchyliłam się na krześle. „Mam iść?”
„Szczerze mówiąc, nie martwiłabym się tym. Po co odgrzebywać te wszystkie złe wspomnienia?”
Poczułam, jak coś się we mnie kotłuje, mały płomyk buntu, z którego myślałam, że wyrosłam.
„Bo nie jestem już tą otyłą dziewczyną z aparatem ortodontycznym i grubymi okularami, Alison. Może dobrze mi zrobi konfrontacja z moimi byłymi prześladowcami i ich sukcesem”.
Wypuściła głośno powietrze i w końcu odstawiła filiżankę. „Uwierz mi, nie chcesz tego robić”.
„Mam iść?”
„Dlaczego nie?”
„Dlaczego to naciskasz? Próbuję cię chronić”.
„Przed czym?”
„Przed nimi. Przed tym, żebym znów nie czuła się jak tamta dziewczyna”.
Przechyliłam głowę i patrzyłam na nią przez dłuższą chwilę.
W jej głosie słychać było coś niemal desperackiego.
„Dlaczego to naciskasz? Próbuję cię chronić”.
„Może masz rację” – powiedziałam. „Może to nie jest dobry pomysł”.
Uśmiech Alison powrócił. „Przecież nie musisz nikomu niczego udowadniać”.
Skinęłam głową.
Ponieważ znałam Alison na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że czegoś mi nie mówi.
Nie rozumiałam jednak, dlaczego.
„Może zjemy kolację tego wieczoru?” – zapytałam. „Nasze prywatne spotkanie”.
Było coś, czego mi nie mówiła.
Usta Alison rozchyliły się, a potem zamknęły.
„Muszę sprawdzić swój grafik i do ciebie wrócić, kochanie”. Podniosła torebkę i wstała, wygładzając spódnicę lekko drżącymi dłońmi.
„Już idziesz?” Ja też wstałam.
„W pracy ostatnio jest szaleństwo”.
Zatrzymała się w drzwiach, odwrócona do mnie plecami.
„Już idziesz?”
Przez chwilę myślałam, że się odwróci i powie mi prawdę.
Zamiast tego pokręciła głową i wymusiła uśmiech przez ramię. „Do zobaczenia w poniedziałek na naszej zwykłej kawie”.
Drzwi za nią zamknęły się z trzaskiem, a ja siedziałem sam w ciszy mojego studia.
Coś było nie tak.
długi.