Uniosłem wzrok w stronę kamery monitoringu szpitala nad bramą. Jej czerwone światełko migało bez przerwy.
Dobrze.
W środku pielęgniarka sapnęła, gdy nas zobaczyła. Lekarze wepchnęli mamę za zasłony. Stałem na korytarzu, przemoczony i milczący, słuchając pikania maszyn, podczas gdy coś starego, zimnego i bezlitosnego budziło się we mnie.
O 10:12 zadzwonił Warren.
„No cóż” – powiedział gładko – „czy to nie uciekinierka z córki?”.
Głos Caleba niósł się w tle. „Powiedz jej, że mama jest dramatyczna”.
Wpatrywałem się w krew matki plamiącą mój rękaw.
„Zostawiłeś ją przed szpitalem w zamieci”.
Warren zaśmiał się cicho. „Uważaj, Maro. Nie jesteś teraz w Chicago. Nie masz tu żadnej władzy”.
Po raz pierwszy tego ranka się uśmiechnąłem.
„Właśnie tu się mylisz”.…
Część 2
Warren przyszedł do szpitala w karmelowym płaszczu, z opanowaną cierpliwością bogatego człowieka. Caleb szedł za nim w markowych trampkach, niosąc dwie kawy, jakby to była drobna niedogodność, a nie przestępstwo.
Moja matka wzdrygnęła się, gdy weszli.
Warren to zobaczył.
Uśmiechnął się.
„Oto ona” – powiedział. „Krucha królowa”.
Przesunęłam się między nimi a jej szpitalnym łóżkiem.
Caleb przewrócił oczami. „Ruszaj się, Maro. To sprawa rodzinna”.
„To moja matka”.
„Była” – powiedział Caleb. „Dopóki wszystkiego nie podpisała”.
Warren wyjął teczkę z kieszeni płaszcza. „Trwałe pełnomocnictwo. Przeniesienie własności. Zgoda na leczenie. Wszystko podpisane”.
Mama wyszeptała: „Nie wiedziałam, o co chodzi”.
„Wiedziała” – warknął Warren, a potem zniżył głos, gdy lekarz na nią spojrzał. „Jest zdezorientowana. Wiek tak działa”.
„Ma pięćdziesiąt dziewięć lat” – powiedziałam.
Caleb się roześmiał. „Zawsze byłaś dramatyczna”.
Warren nachylił się na tyle, że poczułam miętowy zapach w jego oddechu. „Słuchaj uważnie. Twoja matka jest niezrównoważona. Policja mnie zna. Zarząd szpitala mnie zna. Burmistrz gra ze mną w golfa. Ty, kochanie, jesteś utytułowaną pracownicą biurową z miasta”.
Pozwoliłam mu wypowiedzieć każde słowo.
Potem odpowiedziałam: „Właściwie asystentką prawną”.
Caleb uśmiechnął się krzywo. „Przerażające”.