Nikt nie ruszył się wystarczająco szybko, a może nikt nie chciał.
Montaż trwał dalej. Basen. Komentarze przy grillu. Wiadomości. Idealne zdjęcia rodzinne przeplatane upokorzeniami. Potem wpisy Béatrice: „W naszej rodzinie miłość jest najważniejsza”.
Mathilde zwróciła się do Camille.
„To ty”.
Camille nie odpowiedziała.
Na ekranie pojawił się: „Obraz ojca. Uśmiech matki. Cisza rodziny”.
Jean-Luc Perrin, jeden z głównych współpracowników Philippe’a, wstał i założył marynarkę.
„Chyba już wystarczająco dużo widzieliśmy”.
„Jean-Luc, zaczekaj. To zostało wyrwane z kontekstu”.
„Są trzy punkty widzenia, Philippe”.
Jean-Luc wyszedł z pokoju. Za nim poszły dwie pary, a potem administrator ze stowarzyszenia i zastępca burmistrza.
„To był rodzinny żart!” krzyknął Philippe. „Ona próbuje mnie zniszczyć!”
Nikt się nie roześmiał.
Ostatni obraz przedstawiał Camille w łazience, z wciąż mokrymi włosami.
„Tak wygląda szacunek w naszej rodzinie”.
Ekran zgasł. Światła zapaliły się ponownie w całkowitej ciszy.
Mathilde podeszła do Camille.
„Myślisz, że to czyni cię lepszym od nas?”
Camille podniosła torbę.
„Nie. To cię czyni widocznym”.
Przeszła przez pokój, podczas gdy ojciec krzyczał jej imię. W drzwiach odwróciła się raz. Philippe powtarzał, że to pułapka, zemsta, nieporozumienie. Ale goście już się nie wstydzili za Camille. Mieli…
Wstydź się.
Na zewnątrz zawibrował jej telefon.
Véronique napisała SMS-a: „Co ty zrobiłaś?”
Théo: „Moja mama płacze. Twój ojciec wariuje”.
Camille schowała telefon. Niczego nie zmyśliła. Przesunęła tylko lustro.
W domu rodzinnym spakowała torbę. Od miesięcy trzymała w pudełku pod łóżkiem dokumenty, gotówkę, zapasowy komplet kluczy i kilka ubrań. Nigdy nie nazywała tego torbą ewakuacyjną. A jednak nią była.
O 00:17 drzwi gwałtownie się otworzyły.
Philippe wszedł, z zaczerwienioną twarzą, pachnący whisky.
„Czy ty w ogóle wiesz, co właśnie zrobiłeś?”
„Pokazałem im, kim jesteś”.
Wystąpił naprzód.
„Jutro do wszystkich zadzwonisz”. Powiesz, że zmanipulowałeś nagranie.
Z korytarza dobiegł spokojny głos.
„Panie Delmas, proszę zostać na miejscu”.
Philippe zamarł. Za nim pojawiła się Béatrice z poszarzałą twarzą. Obok niej stał policjant.
Camille zadzwoniła na komisariat przed przyjęciem. Przesłała fragment nagrania i poprosiła, żeby byli obecni w jej domu, kiedy będzie odbierać swoje rzeczy. Wiedziała, że publiczne upokorzenie przerodzi się w furię, gdy tylko świadkowie znikną.
„To mój dom” – zaprotestował Philippe.
„Otrzymaliśmy zgłoszenie o przemocy i ryzyku eskalacji” – odpowiedział policjant.
Philippe zaśmiał się sucho.
„Głowa na talerzu, teraz to sprawa wagi państwowej?”
Policjant spojrzał na Camille i jej torebkę.
„Proszę pani, czy czuje się pani tu bezpiecznie?”
„Nie. Wychodzę i chcę złożyć skargę”.
Beatrice zakryła usta dłonią.
„Nie możesz tego zrobić swojemu ojcu. Ludzie już gadają”.
„Rozmawiają, bo to widzieli”.
„Upokorzyłeś go na oczach wszystkich”.
„Nie upokorzyłem go. Przestałem go chronić”.
Philippe zrobił krok. Policjant stanął między nimi.
„Proszę pana, proszę się odsunąć”.
„Ona niszczy naszą rodzinę!”
„Niszczyłeś ją za każdym razem, gdy uczyłeś mnie bać się wracać do domu”.
Mathilde zeszła po schodach.
„Zniszczyłeś go”.
Camille spojrzała na nią.
„Nie. Zniszczył samego siebie. Po prostu lubiłeś być po dobrej stronie”.
Minęła ojca z torbą.
Tej nocy spała u Salomé, koleżanki z księgarni. Salomé otworzyła drzwi w piżamie, zobaczyła czerwony policzek i torebkę.
„Proszę wejść”.
W salonie podała jej szklankę wody.
„Zrobił ci krzywdę?”
Camille spojrzała na swoje dłonie.