„Pani Thorne” – powiedział delikatnie – „musimy porozmawiać”.
Maya podparła się na łokciu, trzęsąc się tak bardzo, że pogniotła arkusz badań. „Czy mam kłopoty?” – wyszeptała.
„Nie, kochanie” – powiedziałam, choć mój głos brzmiał, jakby należał do kogoś innego.
Dr Lawson spojrzał na skan, potem na Mayę, a potem na mnie.
„Skan pokazuje, że coś w niej jest” – powiedział.
Na sekundę pokój przestał być pokojem. Światła były zbyt jasne. Monitor zbyt głośny. Moja ręka wyczuła kostkę Mai przez papier, potrzebując dowodu, że wciąż tam jest.
„W niej?” – powtórzyłam. „Co to znaczy?”
Dr Lawson obrócił monitor USG na tyle, żebym mogła zobaczyć blady kształt na ekranie.
Palce Mai zacisnęły się na moim rękawie.
Potem spojrzał z skanu na formularz przyjęcia, na którym u góry widniało imię mojej córki.
„Pani Thorne” – powiedział ostrożnie – „musimy coś potwierdzić, zanim powiem to na głos.
Wpisz „OK”, a ja będę kontynuować.
(Wiem, że jesteście ciekawi dalszej części, więc proszę o cierpliwość i czytanie w komentarzach poniżej. Dziękujemy za zrozumienie niedogodności. Proszę zostawić komentarz „OK” poniżej i polubić nas, aby poznać całą historię.)