Drzwi zamknęły się za nimi.
W środku Chloe odchyliła się na stole zabiegowym, a Adrian ścisnął jej dłoń.
„Proszę się zrelaksować” – powiedział. „Za kilka minut wszyscy będą świętować narodziny naszego syna”.
Chloe uśmiechnęła się nerwowo, ale jej usta drżały.
Dr Reynolds w milczeniu rozpoczął USG. Delikatnie przesunął głowicę po jej brzuchu, gdy na monitorze pojawił się szary obraz.
Na początku wszystko wydawało się rutynowe.
Potem lekarz przestał mówić.
Jeszcze raz przesunął skaner.
A potem znowu.
Między jego brwiami utworzyła się lekka zmarszczka.
Adrian natychmiast to zauważył.
„Czy jest jakiś problem?”
Lekarz nie odpowiedział od razu. Sprawdził wykres, zerknął na monitor, a następnie nacisnął przycisk przy ścianie.
„Proszę, żeby administracja medyczna przyszła do pokoju numer trzy”.
Chloe zbladła.
„Administracja? Dlaczego?”
Adrian zesztywniał.
„Panie doktorze, co się dzieje?”
Dr Reynolds wyciszył urządzenie i przemówił ze spokojem, który natychmiast sprawił, że w pokoju zrobiło się chłodniej.
„Muszę zweryfikować pewne informacje. Według pani wykresu, poczęcie nastąpiło około dziewięć tygodni temu”.
Chloe szybko skinęła głową.
„Tak. Dziewięć tygodni”.
Lekarz spojrzał jej prosto w oczy.
„Wymiary nie pasują do tego harmonogramu”.
Adrian zmusił się do niespokojnego śmiechu.
„Cóż, te szacunki czasami mogą być niedokładne, prawda?”
„Nie do tego stopnia”.
Drzwi się otworzyły i weszła kobieta w granatowym garniturze z inną pielęgniarką. Na zewnątrz Margaret i Vanessa podeszły na tyle blisko, że słyszały każde słowo.
„Biorąc pod uwagę rozwój płodu” – kontynuował ostrożnie lekarz – „ta ciąża zbliża się do szesnastego tygodnia”.
W pokoju zapadła cisza.
Adrian natychmiast puścił dłoń Chloe.
„To niemożliwe”.
Chloe nic nie powiedziała.
„Mówiłaś mi, że to się stało po podróży do Miami” – wyszeptał.
Zamknęła mocno oczy.
„Adrian, proszę…”
„Mówiłeś, że to dziecko jest moje”.
Margarita otworzyła drzwi.
„Co on właściwie mówi?”
Lekarz powoli wciągnął powietrze.
„To znaczy, że podana oś czasu nie potwierdza pierwotnej wersji wydarzeń”.
Vanessa zasłoniła usta.
„Chloe…”
Nieskazitelna kochanka nagle wyglądała na przerażoną, a nie olśniewającą. Drobną. Kruchą. Przypartą do muru przez kłamstwo, które w końcu zawaliło się pod własnym ciężarem.
„Bałam się” – szlochała. „Adrian wciąż obiecywał, że zostawi Elenę, ale nigdy tego nie zrobił. Myślałam, że jeśli będzie dziecko…”
Adrian odsunął się od niej, jakby jej dotyk budził w nim obrzydzenie.
„Kto jest ojcem?”
Chloe wybuchnęła jeszcze większym płaczem.
„Nie wiem”.
Twarz Margaret zbladła.
„Co masz na myśli, mówiąc, że nie wiesz?”
„To wydarzyło się przed Miami” – krzyknęła Chloe. „Właśnie rozstałam się z Tylerem, a potem Adrian wrócił do mojego życia. Myślałam, że dam sobie radę”.
Adrian gorzko się zaśmiał.
„Zniszczyłaś moje małżeństwo przez dziecko, którego ojca nawet nie potrafisz zidentyfikować?”
Za drzwiami personel kliniki po cichu przekierowywał pacjentów. Scena nie była już do ogarnięcia.
Vanessa, która spędziła ranek na rozmowach o spadkobiercach i rodzinnym dziedzictwie, teraz patrzyła na Chloe z nieskrywaną odrazą.
„Upokarzałaś Elenę zupełnie za nic”.
Adrian uniósł głowę.
Po raz pierwszy w ciągu dnia zdawało się, że pamięta moje imię.
Elena.
Kobieta, którą zostawił samą w kancelarii prawniczej.
Matka jego dzieci.
Żona, z której jego rodzina kpiła miesiącami.
Wtedy zawibrował jego telefon. Na ekranie pojawiła się wiadomość od adwokata Bennetta.
„Panie Castillo, po zapoznaniu się z podpisanymi dokumentami potwierdzam, że udzielił pan opieki nad dzieckiem, zezwolenia na podróż międzynarodową i tymczasowego zrzeczenia się praw do rezydencji rodzinnej. Wszczęto również dochodzenie w sprawie sprzeniewierzenia majątku małżeńskiego”.
Adrian przeczytał wiadomość raz.
A potem znowu.
Zbladł.
„Nie…” wyszeptał.
Margareta podeszła bliżej.
„O co chodzi?”
Nie odebrał. Zamiast tego wybrał mój numer.
W tym momencie siedziałam na lotnisku z Noahem śpiącym wtulonym w moje ramię, podczas gdy Lily cicho jadła ciasteczka obok mnie.
Mój telefon zawibrował.
Adrian.
Zignorowałem to.
Zadzwonił ponownie.
Zablokowałem go.
Numer e.
Chwilę później przyszła wiadomość z innego numeru.
„Eleno, proszę. Musimy porozmawiać. To był błąd”.