Luke splunął do zlewu, opłukał się, a potem spojrzał mi w oczy w lustrze.
„Em, rozmawialiśmy o tym. Chcę zrobić to dobrze. Potrzebujemy więcej oszczędności. Dom byłby dobry na początek. Jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment”.
„Ale minęło osiem lat, Luke”.
„I tak zostanie nam do końca życia” – powiedział, całując mnie w czubek głowy. „Po co ten pośpiech?”
Chciałam naciskać, ale nie.
Zamiast tego skinęłam głową, jak zawsze, i powiedziałam sobie, że ma rację.
„Chcę zrobić to dobrze”.
Domy były drogie, a jego awans jeszcze się nie zakończył.
Małżeństwo to przecież tylko papierkowa robota, prawda?
To właśnie ten żart Luke lubił opowiadać, ilekroć temat pojawiał się przy kolacji z rodziną.
„To tylko kawałek papieru” – mawiał z uśmiechem. „Jesteśmy już drużyną”.
Ale zauważyłam też, że jego konto bankowe było założone tylko na jego nazwisko, a moje na moje. Mówił, że to praktyczne.
„Tylko na razie” – zawsze dodawał.
„To tylko kawałek papieru”.
***
Tej nocy położyłam się do łóżka i słuchałam jego oddechu obok mnie. Powtarzałam sobie, że jestem niecierpliwa i że oświadczy mi się, kiedy będzie gotowy. Nie miałam pojęcia, że jeden zwyczajny wtorek i otwarcie drzwi wejściowych o niewłaściwej porze zaraz przekreślą każdą historię, którą sobie opowiadałam.
***
Wróciłam z siłowni wcześniej niż zwykle tego wtorku. Moje zajęcia zostały odwołane, więc przebiegłam ostatnie dwie przecznice, bo zaczął padać deszcz. W mieszkaniu kluczyki do samochodu Luke’a leżały w małej misce przy drzwiach, bo on też miał tego dnia wolne.
Powiedziałam sobie, że jestem niecierpliwa.
Zdjęłam trampki w przedpokoju, chcąc zrobić mu niespodziankę.
Wtedy usłyszałam jego głos w sypialni, niski i spokojny, taki sam, jakim brzmiał, gdy rozmawiał z Donaldem.
Zrobiłam krok bliżej, już uśmiechnięta, gotowa wyjrzeć zza rogu. Wtedy usłyszałam swoje imię.
„Emma? Daj spokój, Donald. To nic poważnego”.
To mnie zatrzymało. Zacisnąłem mocniej pasek torby sportowej i zostałem na korytarzu.
Wtedy usłyszałem swoje imię.
„Daj spokój, to, że jesteśmy razem osiem lat, nic nie znaczy” – powiedział Luke. Potem zaśmiał się krótko i lekko, jakby opowiadał dowcip na grillu.
„Ona nie nadaje się na żonę. Świetnie się z nią żyje, jasne. Życie z nią jest łatwe. Ale żona? Nie, to co innego”.
Zamarłem, a torba sportowa zsunęła mi się z ramienia. Złapałem ją, zanim upadła na podłogę.
„Wiem, wiem” – kontynuował Luke. „Wciąż czekam na spotkanie tej jedynej. Emma, wiesz, czuje się komfortowo. To różnica”.
„Świetnie się z nią żyje, jasne”.
Przyłożyłem rękę do ściany. Tapeta była zimna pod moją dłonią i pamiętam, że pomyślałem, jakie to dziwne, bo przecież nic…
Nigdy wcześniej w naszym mieszkaniu nie było zimno.
Jego słowa rozbrzmiewały mi w głowie.
„Ona nie nadaje się na żonę”.
Po ośmiu latach miłości, lojalności i przekonania, że chcemy wspólnej przyszłości, nadal nie byłam kobietą, którą chciał poślubić. Byłam po prostu wygodną osobą, która ułatwiała mu życie.
Pamiętam, że pomyślałam sobie, jakie to dziwne.
Nie wydałam ani jednego dźwięku.
Wróciłam do drzwi, założyłam trampki i wyszłam tak cicho, jak weszłam. Wyszłam na korytarz. Po około 10 minutach wróciłam. Tym razem głośno zabrzęczałam kluczami w drzwi, tupnęłam nogą o wycieraczkę i zawołałam:
„Kochanie? Jestem w domu. Leje jak z cebra!”.
Mój chłopak wyszedł z sypialni uśmiechnięty, a jego telefonu nigdzie nie było widać.
„Hej, prawie zmokłaś” – powiedział, całując mnie w czoło. „Co się stało?”
„Zajęcia odwołali, a mnie złapał deszcz”.
Nie wydałam ani jednego dźwięku.
„Chcesz, żebym zaczęła robić kolację?” zapytał Luke.
„To byłoby wspaniale. Dziękuję”.
Uśmiechnęłam się do niego. Zaśmiałam się z historii, którą opowiedział o psie swojego współpracownika. Zjadłam makaron, który ugotował, i wypiłam wino, które mi nalał. Pocałowałam go na dobranoc, jak zawsze.
Ale w środku coś już zaczęło się ruszać.
***
Później stałam w łazience. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, na kobietę, która właśnie spędziła cały wieczór udając.
Wyglądała na zmęczoną, ale nie załamaną.
„To byłoby wspaniale”.
Przysunęłam się bliżej do lustra.