Nie wśród ludzi, którzy byli szczęśliwi.
Na zewnątrz natychmiast uderzył w nią lipcowy upał Mexico City.
Ulica była pełna ruchu. Trąbienie wyły. Uliczni sprzedawcy krzyczeli. Powietrze było ciężkie, duszne.
Elena zadzwoniła po podwózkę.
Jej telefon zawibrował.
To była wiadomość od jej najlepszej przyjaciółki, Mariany:
„Jak poszło?”
Elena długo wpatrywała się w ekran.
Wpisała: Jestem w ciąży.
Po czym to usunęła.
Wpisała ponownie: To troje dzieci.
To też usunęła.
W końcu odpowiedziała:
„Wszystko w porządku. To tylko rutynowa kontrola”.
Samochód wysadził ją w dzielnicy Doctores.
Jej tymczasowy dom.
Małe, zniszczone mieszkanie na szóstym piętrze – bez windy.