„Nic. Myślałam, że przeżywa żałobę.
Myślałam, że wróci.
Rosa milczała przez chwilę.
„A teraz?” zapytała.
„Teraz mam pocztę głosową”.
Rosa wyciągnęła rękę i delikatnie ujęła Emilię za nadgarstek, sprawdzając jej puls w staromodny sposób, palcami pewnymi i ciepłymi.
„Wciąż masz mnie”, powiedziała Rosa. „I wciąż masz doktora Harmona. To się nie zmieniło”.
Dr Harmon przybył godzinę później. Był metodycznym mężczyzną po pięćdziesiątce, który przekazywał wszystkie wiadomości z tym samym opanowaniem, jakby głośność i waga nie miały ze sobą nic wspólnego.
„Emilia, musisz mnie uważnie posłuchać”, powiedział doktor Harmon, choć po raz pierwszy w jego głosie słychać było napięcie. „Twój stan się pogarsza”.
Po prostu na niego spojrzała.
„W twoim organizmie wzrasta liczba markerów odrzucenia immunologicznego. Ten schemat się nasila.
Emilia chwyciła się za spuchnięty brzuch, aż kostki jej palców zbielały. „A co z moim dzieckiem? Co to oznacza?”
Dr Harmon ostrożnie splótł dłonie.
„To zaburzenie genetyczne jest niezwykle rzadkie” – wyjaśnił cicho. „Twoje ciało odrzuca ciążę. Na tym etapie… ty i płód nie jesteście już kompatybilni”.
„I co?”
„To oznacza, że być może zbliżamy się do momentu, w którym trzeba będzie dokonać wyboru”. Zrobił pauzę. „Twoje bezpieczeństwo czy kontynuowanie ciąży”.
Emilia poczuła, jak łzy spływają jej po twarzy, zanim jeszcze zdała sobie sprawę, że płacze.
„Nie” – wyszeptała. „Wreszcie jestem tak blisko. Nie mogę podjąć tej decyzji”.
„Rozumiem. Nie proszę cię, żebyś to zrobiła dzisiaj”. Wytrzymał jej spojrzenie. „Ale chcę, żebyś zrozumiała, co obserwujemy”.
Emilia spojrzała na chwilę w sufit, a potem znowu na niego.
„Czy dziecko jest teraz w bezpośrednim niebezpieczeństwie?”
„Dziecko jest stabilne. To ty zmierzasz w złym kierunku”.
Rosa pojawiła się w drzwiach i podała doktorowi Harmonowi teczkę. Otworzył ją na chwilę i zmarszczył brwi, a mała zmarszczka pojawiła się i zniknęła.
„Jeszcze jedno” – powiedział, a jego ton lekko się zmienił. „Kiedy twoja dokumentacja została przeniesiona z Riverside Clinic w zeszłym tygodniu, w obrazie ultrasonograficznym były pewne nieścisłości. Mój zespół to zgłosił. Mamy drugiego radiologa, który przegląda plik”.
„Nieścisłości w czym?”
„Głównie w ustawieniu. Być może związane ze sprzętem”. Zamknął teczkę. „Może to nic administracyjnego. Wkrótce dowiemy się więcej.
Wyszedł z pokoju, a Emilia ledwo zarejestrowała te słowa, ponieważ jedyne słowo, które wciąż w niej rozbrzmiewało, to „wybór”.
Przycisnęła dłoń płasko do boku brzucha. Przesunął się pod nią powoli i rozważnie.
Zawsze zakładała, że przyczyną jest zatrzymanie płynów. Tak wynikało z notatek z Riverside, wyraźnie zapisanych w pliku z transferem, który przeczytała dwa razy. Zatrzymanie płynów, nietypowe ciśnienie i obrzęk o podłożu immunologicznym.
Leżąc jednak z szeroko rozpostartą dłonią, liczyła ruchy pod skórą i czuła coś, czego nie potrafiła dokładnie nazwać.
Coś, co wydawało się czymś więcej niż jednym.
Odepchnęła tę myśl. Była wyczerpana i przestraszona, a wyczerpani ludzie wymyślali różne rzeczy.
Rosa wróciła, żeby dokończyć pomiary funkcji życiowych i pracowały w przyjaznej ciszy przez kilka minut.
„Rosa” – powiedziała w końcu Emilia. „Myślisz, że dr Harmon znajdzie coś w tych plikach obrazowych?”
Rosa założyła mankiet do pomiaru ciśnienia i napompowała go, nie odpowiadając od razu.
„Myślę, że Doktor Harmon nie odpuszcza, dopóki czegoś nie zrozumie” – powiedziała. „To jest albo bardzo uspokajające, albo bardzo niepokojące, w zależności od dnia”.
„Dzisiaj?”
Rosa sprawdziła odczyt i zrobiła notatkę.
„Myślę, że dzisiaj jest uspokajające”.
Emilia skinęła głową i nic więcej nie powiedziała.
Za oknem popołudnie zrobiło się szare. Oparła się o poduszkę i ponownie przycisnęła dłoń do brzucha, czując ten cichy, uporczywy ruch, ten cichy, natarczywy ruch z wnętrza.
Wyszeptała ledwo słyszalnie: „Słyszę cię. Nadal tu jestem.
Na końcu korytarza dr Harmon stał przy biurku z otwartą teczką Riverside i wstępnymi notatkami drugiego radiologa obok. Jego wyraz twarzy był nieodgadniony, co sugerowało, że nie jest jeszcze gotowy do rozmowy.
***
David wszedł tuż po południu, niosąc ze sobą jedynie płaszcz i szczególną bezruchową postawę mężczyzny, który przećwiczył to, co za chwilę powie.
Emilia obserwowała go z łóżka, nie ruszając się z miejsca.
„Nie sądziłam, że wrócisz” – powiedziała.
„Nigdy nie przestałem się o ciebie troszczyć” – powiedział David, przysuwając krzesło, ale jej nie dotykając. „Dlatego tu jestem”.
„Tak bardzo ci zależało, że zostawiłaś wiadomość głosową”.
Spojrzał na swoje dłonie. „Emilia. Musisz mnie wysłuchać”.
„Więc mów”.
David powoli odetchnął. „Lekarze już ci powiedzieli, co dzieje się z twoim ciałem. Nie czujesz się dobrze. A walka z tym, kontynuowanie ciąży, to nie jest odwaga”. To coś innego.”
Emilia nie spuszczała z niego wzroku. „Mów, co masz na myśli.”
„Umrzesz za dziecko, które też może nie przeżyć.”
Monitory szumiały między nimi. Emilia poczuła, jak ciężar w jej brzuchu się przesuwa, to niskie, kołyszące się ciśnienie, które poznała przez tygodnie.
„Nie ty decydujesz, co jestem winna temu dziecku” – powiedziała.
„Nie decyduję o niczym.
„ing” – powiedział David. „Proszę cię, żebyś była racjonalna”.
„Prosisz mnie, żebym przestała mieć nadzieję, od 12 lat. Po prostu nie zauważyłam tego do tej pory”.
David wstał i podszedł do okna.
„Straciłam już wszystko, co mogłam stracić” – powiedział. „Siedem razy, Emilio. Siedem”.
„Wiem, ile razy” – powiedziała cicho. „Byłam przy tym wszystkim. A ty?”
Odwrócił się.
„Rozmawiałem z kimś z administracji szpitala” – powiedział. „O twojej zdolności do podejmowania trafnych decyzji medycznych pod taką presją emocjonalną”.
Emilia znieruchomiała. „Co zrobiłeś?”