Nie gwałtownie. Nie jak kobieta, która…
Panowała nad sytuacją. Wstała powoli, tak że wszyscy się odwrócili. Jej krzesło płynnie przesunęło się po wypolerowanym parkiecie.
Adrien zobaczył, jak się zbliża, i jego uśmiech zdrętwiał.
„Marianne” – powiedział ostrożnie. „To nie jest odpowiednia pora”.
Nie odpowiedziała mu.
Przeszła przez salę między okrągłymi stołami, pod czujnym okiem osób wokół niej, z telefonami już w połowie uniesionymi. Zatrzymała się przy Camille i położyła jej dłoń na ramieniu. Jej córka drżała pod koronką.
„Kochanie” – zapytała cicho – „czy zechciałabyś tu usiąść?”
Camille nie odpowiedziała od razu. Jej usta poruszyły się, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Potem pokręciła głową.
Jeden gest. Maleńki. Niszczący.
Marianne położyła następnie swoją torbę na stole prezydialnym. Otworzyła ją i wyjęła grubą, kremową kopertę, zapieczętowaną czerwoną pieczęcią notarialną.
Hélène zaśmiała się krótko i sucho.
„Kolejna prowincjonalna niespodzianka?”
Marianne spojrzała na nią.
„Tak” – powiedziała. „Ale ta kosztuje trochę więcej niż szczotka do toalety”.
Adrien wpatrywał się w kopertę.
Po raz pierwszy tego wieczoru poczuł strach.
Marianne podała ją Camille, a następnie spojrzała na mikrofon stojący obok tortu weselnego.
„Skoro twoja rodzina lubi publiczne tradycje” – powiedziała – „otwórzmy też mój prezent na oczach wszystkich”.
Z tyłu sali weszły trzy osoby: notariusz, komornik i mężczyzna z Banque Loire Patrimoine.
CZĘŚĆ 2
Adrien chwycił kopertę, zanim zrobiła to Camille.
„Sprawdzę” – powiedział zbyt szybko.
Marianne go nie powstrzymała. Wiedziała, że mężczyźni tacy jak on chętniej zdradzają, kiedy wciąż myślą, że mają kontrolę.
Hélène wyprostowała się.
„Kim są ci ludzie?”
Notariusz zrobił krok naprzód.
„Panie Renaud. Pomagam pani Morel przy cesji długów i przeniesieniu nieruchomości.”
Adrien oderwał pieczęć. Jego wzrok padł na pierwszą stronę. Zbladł.
„Nie…”
Camille spojrzała na niego.
„Co to jest?”
Marianne wzięła mikrofon. Jej głos nie drżał.
„To akt, na mocy którego długi zabezpieczone majątkiem Saint-Aubin zostały wykupione. Hipoteki, zaległości podatkowe, długi bankowe. Wszystko.”
W sali rozległ się szmer.
Hélène wybuchnęła:
„Niemożliwe. Ta posiadłość należy do rodziny Vaucourt od pięciu pokoleń.” „
Pracownik banku odpowiedział:
„Przez ostatnie osiem lat należał głównie do jego wierzycieli”.
Adrien ścisnął papiery.
„Zrobiłeś to, żeby nas upokorzyć?”
Marianne spojrzała na pędzel położony przed córką.
„Nie. Zrobiłam to, bo planowałeś ukraść jej pracę”.
Potem położyła telefon blisko mikrofonu.
Głos Adriena wypełnił pomieszczenie:
„Podpisze. Camille wierzy, że miłość opiera się na zaufaniu”.
Hélène dodała do nagrania:
„Dziewczyny takie jak ona szybko się rozpadają. Potem dziękują”.
Camille powoli wstała.
I zdjęła obrączkę.