Élodie wzięła sobie pytanie do serca.
„Bo się bałam”.
„Też się bałam”.
Żaden zarzut nie mógł być gorszy.
Tego popołudnia zadzwonił Samir. Romain został aresztowany. Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie o napaść z użyciem przemocy na osobę nieletnią poniżej 15. roku życia. Nagranie wideo i zaświadczenie lekarskie uniemożliwiły bagatelizowanie wydarzeń.
Potem zaczęły się wiadomości.
Mireille napisała, że Romain za dużo wypił. Kuzyn oskarżył Juliena o chęć zemsty za starą kłótnię. Agnès twierdziła, że Manon sprowokowała jej wujka. Niektórzy dodawali serdeczne pozdrowienia, modlitwy i wiadomości o tym, jak ważne jest przebaczenie w Boże Narodzenie.
Élodie przeczytała wszystko z rozpaczą na twarzy.
„Będą nas nienawidzić”.
„Wolą chronić tego, kto bije, niż tego, kto krwawi. To nie jest miłość”.
Julien wymienił zamki, zainstalował dwie kamery i poinformował szkołę, że ani Romain, ani Agnès nie mają wstępu do Manon. Prokurator wnioskował o nadzór sądowy z zakazem zbliżania się. Sędzia zatwierdził ten środek.
Gdy wychodzili z sądu, zadzwonił telefon Élodie. To była ciocia Agnès.
Julien gestem dał jej znak, żeby nie odbierała, ale instynktownie odebrała.
„Upokorzyłaś całą rodzinę!” krzyknęła Agnès. „Romain to dobry człowiek. To dziecko doprowadziło go do granic możliwości”.
Élodie zbladła.
„Nie mów tak o mojej córce”.
Zapadła pełna zaskoczenia cisza. Po raz pierwszy się sprzeciwiła.
„Twój mąż nastawił cię przeciwko nam”.
Julien odebrał telefon.
„Ta rozmowa jest nagrywana. Wszelkie dalsze próby kontaktu z tobą będą przekazywane do prokuratury”.
„Myślisz, że masz wpływy u swojego przyjaciela policjanta?”
„Nie. Czuję się odpowiedzialny, bo jestem jego ojcem”.
Rozłączył się.
Tego wieczoru Manon zapytała, czy powinna wrócić do ciotki Agnès.
„Nie” – odpowiedział Julien.
Élodie uklękła przed nią.
„I obiecuję ci, że już nie usiądę na miejscu”.
Manon długo na nią patrzyła, zanim ją objęła. Jej gest był ostrożny, jakby sprawdzała wytrzymałość mostu naprawionego zbyt pospiesznie.
Trzy dni później Benoît pojawił się w domu. Ręce miał w kieszeniach, a oczy zaczerwienione.
„Romain chce, żebym ci przeprosił”.
„Może to powiedzieć w sądzie” – odparł Julien.
„Twierdzi, że go wrobiłeś, filmując”.
Julien otworzył drzwi nieco szerzej.
„Filmowałem, bo znam twoją rodzinę”. Z obelgami żartujesz, ze strachem, ze wrażliwością, a z przemocą, z dyscypliną. Nie spodziewałem się, że będę miał rację. Chciałem przestać kłamać.
Benoît spuścił wzrok.
Manon pojawiła się za ojcem.
„Dlaczego mi nie pomogłeś?”
Benoît zbladł.
„Bałem się”.
„Mogłeś mi po prostu pomóc”.
Zaczął cicho płakać.
„Tak. Powinienem był”.
Élodie zrobiła krok naprzód.
„Nigdy więcej nie przekażesz wiadomości od Romaina”.
„Dobrze”.
Manon spojrzała na wujka, a potem powiedziała:
„Możesz wrócić, jeśli nigdy więcej nie pozwolisz, żeby ktokolwiek kogokolwiek uderzył”.
Benoît skinął głową z powagą mężczyzny, którego dziecko właśnie nauczyło odwagi.
W kolejnych tygodniach Élodie rozpoczęła terapię. Manon również. Na początku rozmawiała o szkole, tańcu i swoim króliku. Pewnego dnia wyjaśniła psychologowi:
„Myślałam, że jestem niemiła, bo nikt go nie powstrzymał”.
Kiedy Élodie to usłyszała, płakała, aż zabrakło jej tchu.
Rozprawa odbyła się kilka miesięcy później w sądzie karnym w Tours. Adwokat Romaina…
Prokurator odtworzył nagranie, podkreślając odosobniony incydent, alkohol i napiętą sytuację rodzinną.
W sali sądowej odgłos uderzenia wydawał się jeszcze bardziej gwałtowny niż w salonie.
Élodie zeznawała. Przyznała się do własnego tchórzostwa, wspominała dawne upokorzenia, wybuchy gniewu brata i to, jak Agnès zawsze znajdowała usprawiedliwienie dla tych, którzy ją przerażali. Nie starała się przedstawiać jako idealna matka.
„Patrzyłam na talerz, kiedy moja córka leżała na podłodze” – powiedziała. „Będę żyć z tym wstydem. Ale nie będę już kłamać, żeby chronić brata”.
Roman w końcu zgodził się przyznać do winy. Otrzymał wyrok w zawieszeniu z dozorem kuratora, obowiązkowe leczenie z powodu alkoholizmu i problemów z gniewem oraz surowy zakaz kontaktowania się z Manon.
Wychodząc, Élodie głęboko odetchnęła, jakby opuszczała pokój bez okien.
„Czy to już koniec?”
„Nie” – odpowiedział Julien. „Teraz to naprawiamy”.
Gojenie nie było ani szybkie, ani czyste. Manon podskakiwała, gdy ktoś nagle podnosił rękę. W supermarkecie mężczyzna dał znak żonie po drugiej stronie alejki, a Manon skurczyła się tak gwałtownie, że jej pluszowy króliczek wypadł z wózka.
Pewnego wieczoru wyszeptała:
„Jestem zła na mamę”.
Élodie, w kuchni, zamarła.
„Czyż nie kochałaś mnie tamtego dnia?” – zapytała Manon.
Élodie podeszła i usiadła na podłodze przed nią.
„Kochałam cię. Ale pomyliłam ciszę z ochroną. A moja cisza zostawiła cię w spokoju”.
„Więc to nie była ochrona”.
„Nie”.