Ekran rozświetlił się wiadomością od Clary:
„Widziała paragon za bransoletkę?”
Kod był prosty. Julien zawsze wybierał liczby, które wiele o nim mówiły. Camille spróbowała daty awansu.
Zadzwonił telefon.
Odkryła, że to, co ją spotkało, nie miało nic wspólnego z wielką, tragiczną namiętnością. Było gorzej. Było banalnie, wyrachowanie, pogardliwie.
Wiadomości, w których Clara i Julien kpili z Camille. Zrzuty ekranu jej SMS-ów. Zdjęcia rachunków. Cartier. Hotel. Prywatny bar. I zdjęcie, które zaparło jej dech w piersiach: duża, oprawiona w ramę, antyczna mapa Paryża, ta, którą oprawiła dla Juliena po tygodniach jego obietnic, że zrobi to sam.
Ta rama omal nie rozcięła jej ręki osiem dni wcześniej.
Tego wieczoru Julien zachorował na grypę. Camille wzięła dwa dni wolnego, żeby się nim zająć. Rosół, czysta pościel, lekarstwa, ręczniki, ciche mieszkanie. Wyczerpana, próbowała oprzeć się o półkę. Rama się przewróciła. Szkło roztrzaskało się na parkiecie. Metalowa krawędź rozcięła mu przedramię.
Julien pobiegł.
Nie w jej kierunku.
W stronę ramy.
„Nie możesz być ostrożny?”
Krew sączyła mu się między palcami.
„Musimy jechać na ostry dyżur”.
„Śmiało”.
W tym momencie.
Pojechała sama taksówką do szpitala Ambroise-Paré. Osiemnaście szwów. Pielęgniarka zapytała ją, czy ktoś po nią przyjedzie. Odpowiedziała, że nie, wpatrując się w obrączkę.
Kiedy wróciła do domu, drzwi były zamknięte od środka. Julien je zablokował. O 23:00 zobaczyła relację Clary na Instagramie: odrestaurowaną ramę na stole w restauracji, skąpaną w złotym świetle.
„Mój mentor wie, że kocham Paryż”.
Na zdjęciu, w dolnym rogu, Camille rozpoznała maleńki brązowy cień pozostawiony pod nowym szkłem.
Jej krew.
Przesłała wiadomości do swojego prawnika, a następnie włożyła telefon do koperty.
Następnego dnia Julien otrzymał listy.
Krzyczał. Nazwał Camille „niestabilną”, „niewdzięczną”, „chorą z zazdrości”. Twierdził, że nie miała prawa sprzedać mieszkania, że wszystko należy do niego, że Manon zamierza złożyć skargę i że Gabrielle umrze z żalu z jego powodu.
Camille ledwo odpowiedziała.
Adwokat Renaud złożył niezbędne wnioski. Akt notarialny wskazywał, że Camille sfinansowała większość zaliczki i kredytu. Umowa przedmałżeńska chroniła jej dochody. Przelewy na rzecz Juliena, rzekomo przeznaczone dla Gabrielle, stały się mylącym tropem w aktach. Dom opieki potwierdził, że przypomnienia zostały wysłane na adres e-mail Juliena, a nie Camille.
Podpis Camille jako poręczycielki został zakwestionowany. Nie wszystkie parafowane przez nią strony się zgadzały. Niektóre załączniki nigdy nie zostały wyjaśnione. Dyrektor domu opieki przyznał, że Julien „zajął się stroną administracyjną”.
W międzyczasie Camille pojechała do Lyonu, aby zamieszkać z Thomasem.
Czekał na nią na dworcu Part-Dieu, w za dużym płaszczu, z cieniami pod oczami i termosem kawy. Nie pytał, dlaczego tak długo czekała. Po prostu wziął jej walizkę i przytulił.
„Możesz już oddychać”.
Wtedy właśnie rozpłakała się.
Nie tak pięknie. Nie tak jak w filmach. Płakała w ramię brata, jak ktoś, kto przez siedem lat dźwigał nieznośny ciężar i nagle odkrył, że są ręce, które jej pomogą.
W domu Thomasa leżały stosy książek, przelane rośliny, niedopasowane kubki i sypialnia zastawiona czystą pościelą. Na stoliku nocnym zostawił szklankę wody, ładowarkę i paczkę ciastek.
Ten szczegół niemal ją złamał bardziej niż krzyki Juliena.
Bo prawdziwa czułość milczała.
Następne tygodnie były dziwne. Camille spała za dużo, a potem za mało. Podskoczyła, gdy zawibrował jej telefon. Zablokowała nieznane numery. Manon nazwała ją złodziejką, zazdrosną staruszką, zgorzkniałą kobietą. Gabrielle zostawiła jadowitą wiadomość:
„Porządna kobieta nie pozwala starszej pani płacić za swoje kaprysy”.
Camille wysłała ją do Maître Renaud.
Potem Clara napisała.
„Mówi, że to wszystko zmyśliłaś. Nie jestem niewinna, ale on sprawi, że weźmiesz na siebie winę. Mam dowody”.
Maître Renaud poprosił, żeby wszystko przechodziło przez jego biuro.
Clara przesłała e-maile, zaproszenia, notatki głosowe. W jednej z nich głos Juliena był wyraźny.
„Umowa przedmałżeńska uniemożliwia mi kontynuowanie, jeśli ona udowodni przestępstwo. Ale nigdy nie podpisze dokumentów sprzedaży. Zawsze wraca”.
Clara się roześmiała.
„A jeśli nie wróci?”
„Camille? Wróci przed świętami”.
Camille słuchała tego zdania w kuchni Thomasa, trzymając w dłoniach kubek zimnej herbaty.
Spodziewała się cierpienia.
Zamiast tego czuła się przytomna.
W październiku rozprawa odbyła się w Nanterre. Sala sądowa była pozbawiona teatralności. Żadnych krzyków. Żadnych dramatycznych wybuchów. Tylko akta, spokojne głosy i ostry szelest przewracanych papierów.
Julien miał na sobie grafitowy garnitur. Z daleka wyglądał dobrze. Z bliska jego zaczerwienione oczy, wytarte mankiety koszuli i prążkowane buty mówiły co innego. Manon też tam była, ze skrzyżowanymi ramionami, z torbą, za którą zapłaciła Camille, na kolanach. Gabrielle nie przyszła. Clara czekała z tyłu, blada, bez kremowego płaszcza, bez triumfalnego uśmiechu.
Prawnik Juliena mówił o żonie w kryzysie, kruchym małżeństwie, narastającej zazdrości i pospiesznej sprzedaży.
Adwokat Renaud wstał.
„Moja klientka nie rozstała się z małżeństwem z kaprysu. Przestała finansować system”.
Przedstawiła przelewy bankowe. Niezapłacone rachunki z domu opieki. Luksusowe faktury. SMS-y. Drugi telefon został zwrócony zgodnie z prawem. Dowody, już poparte, zostały przekazane odpowiednimi kanałami.
Sędzia zapytał Juliena:
„Panie Moreau, czy może pan wyjaśnić, dlaczego pieniądze przeznaczone na dom opieki Sainte-Claire nie zostały tam wypłacone?”
Julien otworzył usta.
„To były wydatki rodzinne”.
„Które?”
Spojrzał na swojego prawnika.
Adwokat Renaud przedstawił sądowi oświadczenia wskazujące na Cartiera, restauracje, hotele, prywatne kluby i przelew na rachunek inwestycyjny wyłącznie w imieniu
Julien.
Manon powoli odwróciła głowę w stronę brata.