Moja ręka zamarła na hamulcu w krześle.
„Adrian, skąd to wiedziałeś?”
„Żółty płaszcz przeciwdeszczowy?”
Odwrócił krzesło w stronę okna. „Szczęśliwy traf”.
„Nie” – powiedziałem. „Nikt nie zgadnie, że żółty breloczek z płaszczem przeciwdeszczowym wisi na lusterku samochodowym”.
Zadzwonili ze szpitala, zanim odebrał.
Tak po prostu Adrian mógł jeszcze trochę zachować swój sekret.
***
Wyszedłem na korytarz.
Głos dr. Evansa był cichy i ostrożny. „Miejsce na rehabilitację Lisy jest zarezerwowane tylko do jutra rana”.
Zamknąłem oczy. „Mówiłeś piątek”.
„Szczęśliwy traf”.
„Próbowałem przedłużyć”.
„To powiedz mi, co się stanie, jeśli nie będę mógł zapłacić”.
„Zostanie przeniesiona do ośrodka opieki długoterminowej niższego szczebla”.
Moja dłoń zacisnęła się na słuchawce. „Więc żyje, ale traci program, który mógłby jej pomóc się obudzić”.
„Chciałbym mieć inną odpowiedź”.
„Ja też” – powiedziałem.
Rozłączyłam się, zanim rozpłakałam się na korytarzu Adriana.
„Chciałabym mieć inną odpowiedź”.
***
Następnego ranka dotarłam do jego domu z rękami tak trzęsącymi się, że spaliłam mu tosta.
„Zadymiasz kuchnię” – powiedział Adrian.
„Zrobię więcej”.
„Kirsten. Płaczesz”.
Podszedł bliżej. „To Lisa?”
To mnie załamało.
„Przenoszą ją” – powiedziałam. „Nie na odwyk, jak miałam nadzieję.
gdzie to może zapewnić jej stabilność, ale nie da jej tego, czego potrzebuje.
„Ile?”
„Czy to Lisa?”
„Nie.”
„Ile, Kirsten?”
„Za dużo. Więcej, niż mogę zarobić. Więcej, niż mogę pożyczyć. Więcej, niż mogę wybłagać, nie tracąc przy tym reszty siebie.”
Adrian spojrzał na swoje dłonie.
Potem powiedział: „Wyjdź za mnie”.
Wpatrywałam się w niego. „Słucham?”
„Ile, Kirsten?”
„Wyjdź za mnie, Kirsten”.
„To nie jest śmieszne”.
„Nie śmieję się”.
„Masz dwadzieścia lat”.
„Wiem”.
„Mam czterdzieści trzy lata. Jestem twoją pracownicą”.
„Mogę zatrudnić kogoś innego”.
„Jesteś w żałobie, zraniona, samotna i zła na owsiankę. To nie jest propozycja”. To panika z papierkową robotą.
Zacisnął szczękę. „Nie proszę o romans”.
„Wyjdź za mnie, Kirsten”.
„To pogarsza sprawę, kochanie”.
„Vivian kontroluje większość mojego funduszu powierniczego, dopóki nie skończę dwudziestu jeden lat. Odrzuca to, co nazywa emocjonalnym wydawaniem pieniędzy”.
„Lisa nie wydaje pieniędzy emocjonalnie”.
„Wiem”. Jego głos opadł. „Moje osobiste konto medyczne i fundusz domowy są oddzielone od głównego funduszu powierniczego. Vivian może opóźnić prawie wszystko, o co poproszę sama. Ale jeśli jestem mężatką, moja żona może współpodpisać ze mną rachunki za nagłe wydatki medyczne. Nadal może się z tym spierać, ale nie może tego po cichu zakopać”.
Cofnęłam się. „Nie”.
„To pogarsza sprawę, kochanie”.
„Kirsten”.
„Nie. Nie wyjdę za mąż za mężczyznę dla pieniędzy, zwłaszcza takiego, który ma przed sobą całe życie. Zasługujesz na więcej, Adrianie. Zasługujesz na to, żeby żyć.”
“Nie wykorzystałbyś mnie.”