Może by mi dokuczał, że wydaję za dużo.
Może by mnie pocałował, zanim mi podziękował.
Wyobraziłem sobie jego twarz, kiedy je otworzył.
Zaparkowałem na podjeździe zaraz po drugiej.
Stał tam samochód Matthew.
Dziwne.
Zwykle kończył pracę dopiero o piątej.
Otworzyłem drzwi wejściowe tak cicho, jak tylko mogłem.
Wtedy usłyszałem swoje imię.
Moja dłoń zamarła na klamce.
Usłyszałem swoje imię.
Matthew stał w salonie i rozmawiał przez telefon.
“…Nie martw się.” Zaśmiał się cicho. „Wpadła prosto w moją pułapkę, jeszcze w szkole średniej”.
Każdy mięsień w moim ciele zablokowany.
Potem przemówił ponownie.
Uśmiech zniknął.
„Pracowałem nad tym, odkąd byliśmy nastolatkami” – dodał.
Torba z prezentami poślizgnęła się na mojej nodze.
„Wpadła prosto w moją pułapkę, jeszcze w szkole średniej”.
Moje palce zacisnęły się, aż papierowe uchwyty boleśnie wbiły mi się w skórę.
Z kim rozmawiał?
Jaka pułapka?
Dlaczego to dotyczyło mnie?
Pomiędzy jego zdaniami zapadła cisza.
Potem jego głos stał się cichszy.
„Zatrzymałem wszystko”.
Dreszcz przebiegł po moim ciele.
Wszystko?
„Zatrzymałem wszystko”.
Bez zastanowienia podszedłem bliżej.
Drewniana podłoga skrzypiała.
Przestałam oddychać.
Mateusz tego nie zauważył.
Kontynuował chodzenie.
„Szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy kiedykolwiek uwierzy, że będzie w stanie tego dokonać”.
Mój żołądek
pokręcony.
Dokąd?
„Szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy kiedykolwiek uwierzy, że da radę”.
Zaśmiał się cicho.
„Nie… nie, ona nadal nie wie”.
Krew głośno szumiała mi w uszach.
Chciałem wpaść do pokoju.
Chciałem żądać odpowiedzi.
Zamiast tego pozostałem w ukryciu.
Strach trzymał mnie w miejscu.
„Nie… nie, ona nadal nie wie”.
Jego kolejne zdanie coś we mnie roztrzaskało.
„Gdyby dowiedziała się wcześniej, wszystko by się rozpadło”.
Moje serce waliło jak młotem.
Co on ukrywał?
Pochyliłem się, desperacko pragnąc usłyszeć więcej.
Wtedy wypowiedział słowa, które sprawiły, że cofnąłem się, zataczając się, w stronę drzwi wejściowych.
„Mój plan zaraz zadziała”.
Jego kroki się zatrzymały.
„Mój plan zaraz zadziała”.
Nigdy nie usłyszałam reszty.
Nie mogłam.
Panika stłumiła każdą racjonalną myśl.
Wybiegłam na zewnątrz, zanim mnie zobaczył.
Zanim dotarłam do samochodu, łzy zamazywały przednią szybę.
Siedziałam tam, trzęsąc się tak mocno, że nie mogłam włożyć kluczyka do stacyjki.
Nigdy nie usłyszałam reszty.
Całe życie.
Cały nasz związek.
Każde urodziny.
Każdą rocznicę.
Każdą obietnicę.
A co, jeśli nic z tego nie było prawdziwe?
Jechałam bez celu przez prawie godzinę, zanim zaparkowałam przy cichym jeziorze.
Wiatr kołysał nagimi drzewami.
A co, jeśli nic z tego nie było prawdziwe?
Mój telefon zawibrował.
Matthew.
Pozwoliłam mu zadzwonić.
Pojawił się SMS.
Gdzie jesteś? Wydawało mi się, że słyszałam twój samochód przed chwilą. Wszystko w porządku?
Kolejna wiadomość przyszła niecałą minutę później.
Ashley? Przerażasz mnie.
Wpatrywałam się w ekran, aż zgasł.
Ashley? Przerażasz mnie.
Potem pojawiło się kolejne wspomnienie.
Pierwszy rok studiów.
Wypełniłam wniosek na prestiżowy program letni.
Spędziłam trzy dni, przekonując samą siebie, żeby go nie wysyłać.
W końcu zgniotłam papiery i wrzuciłam je do plecaka.
Tydzień później dostałam e-mail z potwierdzeniem przyjęcia.
Pamiętam, że płakałam ze szczęścia.
Spędziłam trzy dni, przekonując samą siebie, żeby go nie wysyłać.
Powiedziałam wszystkim, że nie mogę uwierzyć, że faktycznie to wysłałam.
Czy wysłałam?
A może… ktoś inny?
Myśl uderzyła mnie tak nagle, że aż zaparło mi dech w piersiach.
Jedno wspomnienie zmieniło się w dwa.
Dwa w dziesięć.
Drobne chwile, które zawsze bagatelizowałam jako szczęście.
Drobne zbiegi okoliczności.
Drzwi otwierające się dokładnie wtedy, gdy byłam gotowa zrezygnować.
A może… miał kogoś innego?
Tego schematu nie dało się zignorować, gdy tylko zaczęłam szukać.
I nagle nie mogłam przestać szukać.
***