Julien spojrzał otwarcie na Élise.
„Czy to była żona taty?”
Inès rzuciła mu zimne spojrzenie.
„Inès Lemaire. Radca prawny komitetu ratunkowego”.
Gabriel przedstawił się, a potem Manon. Lucas wyciągnął rękę do Armanda.
„Lucas Lemaire. Doradca Funduszu Horizon”.
Cécile zachichotała.
„Przyprowadziłeś ze sobą cały zespół?”
Élise delikatnie położyła dłoń na plecach Manon.
„Moje dzieci”.
To słowo zmazało uśmiech z twarzy Cécile.
„Ale nie mogłeś…”
Urwała.
„Czego nie mogłeś?” zapytała Élise.
Armand wtrącił się.
„Kiedy je adoptowałeś?”
„W noc, kiedy odszedłeś”.
Po raz pierwszy naprawdę zobaczył pokój zasnuty chmurami. Przypomniał sobie, jak Élise mówiła o adopcji i słowa, które do niej wypowiedział: „Nie wskrzeszę niczyjej krwi”.
Przed nim krew innej osoby skrywała przyszłość jego imienia.
Spotkanie odbyło się w prywatnym pokoju z widokiem na Place de la Bourse. Élise usiadła na czele stołu. Armand musiał usiąść naprzeciwko niej.
Manon wyświetliła rachunki grupy. Czerwone linie przecinały ekran.
„Rzeczywiste długi są o 41% wyższe niż podane liczby” – wyjaśnił Gabriel. „Zobowiązania zostały przeniesione na sześć firm-słupów”.
„To niemożliwe” – przerwał Armand.
Inès przesunęła w jego stronę kilka dokumentów.
„Oto umowy, komunikacja wewnętrzna i potwierdzenia bankowe”.
Manon otworzyła nowy folder.
„Ukrywanie przyspieszyło w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Kilka zatwierdzeń pochodzi z prywatnych adresów powiązanych z Fundacją Juliena Delcourta”.
Cécile wstrzymała oddech.
Élise to zauważyła.
Pojawiła się tabela przelewów. Fundusze przeznaczone na stypendia.
zostały przeniesione do spółek-słupów kontrolowanych przez brata Cécile.
Armand powoli odwrócił głowę w stronę żony.
„Powiedz mi, że to nieprawda”.
„Chroniłem naszą rodzinę”.
„Ukradłeś fundację naszego syna”.
„Zarząd chciał się ciebie pozbyć! Musieliśmy chronić pieniądze”.
Julien cofnął się, jakby nazwisko na ekranie nie należało już do niego.
„Wykorzystałeś moją fundację?”
Cécile wyciągnęła do niego rękę.
„To wszystko było dla ciebie”.
„Nie” – powiedziała Élise. „To było w jego imieniu, nie dla niego”.
Cécile gwałtownie wstała.
„Czekałaś na ten moment 17 lat! Przyszłaś nas upokorzyć, bo Armand wybrał mnie”.
Élise spojrzała na nią, nie podnosząc głosu.
„Nigdy nie byłaś karą, Cécile. Byłaś jedynie dowodem na to, że nie zostawił mnie z powodu załamania. Zostawił mnie, bo sam taki był”.
Armand spuścił wzrok.
Inès wymieniła warunki ratunku: natychmiastowe usunięcie Cécile ze wszystkich struktur, skierowanie sprawy do sądu, zewnętrzne audyty spółek zależnych i odejście Armanda ze stanowiska prezesa.
„Nie” – odpowiedział. „Zbudowałem tę firmę”.
„Odziedziczyłeś ją” – powiedziała Élise. „A potem uczyniłeś z niej pomnik swojej własnej ważności”.
„Chcesz mi wszystko odebrać?”