„Mów dalej”.
„Powiedział, że nie może założyć ci lokalizatora w telefonie, bo byś to zauważył. Potrzebował kogoś stałego. Kogoś, kto po prostu… będzie cię widywał. Napisz do niego, kiedy gdzieś się zatrzymałeś. Gdzie byłeś. Z kim rozmawiałeś.
„Ile?”
„Potrzebował kogoś na stałe”.
Marcus wzdrygnął się.
„Trzysta dolarów tygodniowo”.
„Od jak dawna?”
„Prawie dwa miesiące, proszę pani”.
Dwa miesiące zakupów spożywczych, przerw na kawę i odbierania prania chemicznego.
A gdzieś w tle ten chłopak obserwował mnie jak duch, którego nigdy nie odwróciłam się wystarczająco szybko, by go złapać.
„Od jak dawna?”
„O co cię pytał?” Mój głos nie brzmiał jak mój. „Dokładnie. O co
Pytania?”
“Gdzie ona była, czy wszystko z nią w porządku, czy kiedykolwiek jeździła nad jezioro. Ale potem to się zmieniło.”
“Jak to się zmieniło?”
“Zaczął pytać, czy gdzieś się zatrzymujesz po pracy. Czy spotykasz jakichś mężczyzn. Czy kupujesz alkohol. Czy wyglądasz na zdezorientowaną.”
“Zdezorientowaną.”
“Ale potem to się zmieniło.”
“Tak, proszę pani. To słowo często się powtarza.”
Wpatrywałam się w plamę oleju na betonie.
Mój ojciec mawiał, że najgorsze kłamstwa to te, które ludzie najpierw sobie wmawiają, bo to te, które można sprzedać bez mrugnięcia okiem.
Ale przecież bym się zorientowała, gdybym miała chorobę neurologiczną… prawda?
Czy „włóczyłam się po mieście, zapominając rzeczy”, jak to ujął Marcus?
Najgorsze kłamstwa to te, które ludzie najpierw sobie wmawiają.
“Marcus, widziałeś kiedyś, żebym była zdezorientowana?”
“Nie, proszę pani. Właśnie o to chodzi. Powiedziałam mu, że wyglądasz na zdrową, a on się wkurzył. Powiedział, że muszę się lepiej przyjrzeć. Powiedział, że jeśli zobaczę, jak kupujesz wino, mam mu wysłać zdjęcie.
Coś za moimi żebrami ucichło.
„Mówiłeś, że nie możesz już tego robić. Dlaczego teraz?”
Odwrócił wzrok.
„Wkurzył się”.
„Mój tata mówił o mojej mamie tak, jak twój mąż mówi o tobie. Jakby tylko on ją trzymał w kupie. Nie była złamana. Po prostu potrzebował jej”.
Pozwoliłam, żeby to między nami zawisło.
„Jak się z nim skontaktować?”
Marcus sięgnął do plecaka i wyciągnął złożoną karteczkę.
Jego ręka lekko drżała.
„Po prostu potrzebował jej”.
„To jego Venmo. Tego numeru używa, ale myślę, że to jednorazowy numer”.
Wziąłem karteczkę.
Wsunąłem ją do tylnej kieszeni, jakby mogła przepalić materiał.
„Marcus, gdzie dziś nocujesz?”
„W schronisku na Dziewiątej. Nic mi nie jest.”
“Masz telefon?”