gdzieś pojechała”. Ewa dzwoniła po godzinie, Michał – po dziesięciu minutach od pierwszej łzy. Ale Laura już przechodziła przez kontrolę lotniskową. Ręce jej drżały, serce biło gwałtownie z lęku i ekscytacji. Szła w nieznane, ale pierwszy raz — z własnej woli. *** Włochy przywitały ją złotym słońcem i zapachem morza. Wynajęła mały pokój z białymi okiennicami i balkonem, z którego widać było winnice. Rankiem, pijąc kawę, słuchała ciszy. Po raz pierwszy od lat – ciszy, która nie bolała, która była prosta i prawdziwa.
– Premia mojej żony wpłynie na kartę, a potem ci przeleję. Starczy i na restaurację, i na suknię ślubną – powiedział pewnym tonem Michał do telefonu. – Tak, wszystko już ustalone, nie martw się! Laura dostanie premię w sam raz na czas, będzie jakieś trzydzieści tysięcy złotych. Wystarczy i na restaurację, i na suknię dla Ewy. No weź, Tomek, jakie pytania – Laura się nie sprzeciwi, przecież ją znasz. Mądra jest, wszystko rozumie.
Trzeciego dnia zadzwoniła do Michała. Odebrał z drżeniem w głosie. – Laura… gdzie jesteś? – zapytał. – We Włoszech – powiedziała spokojnie. – Ta podróż, którą ciągle odkładaliśmy. Uznałam, że czas. Milczał chwilę. Potem westchnął, cicho, bezradnie. – Jesteś… sama? – Tak. I wiesz… to wcale nie jest straszne. Słyszała jego głęboki wdech, jakby chciał powiedzieć coś znanego – „wróć”, „przesadzasz” – ale nie potrafił. To ona rozłączyła się pierwsza. *** Luty minął jak sen. Laura śmiała się z włoską gospodynią, uczyła się budzić bez niepokoju, pisała do siebie krótkie notatki – że życie jeszcze trwa. W marcu wiedziała, że wróci. Ale już inna. Kiedy samolot wylądował, dostała wiadomość od Michała: „Czekam. Chcę porozmawiać”. Stał przy wyjściu, niepewnie, ze zmęczonym, zagubionym uśmiechem. – Laura… wróciłaś – powiedział cicho. Spojrzała na niego – i po raz pierwszy nie poczuła obowiązku. Zamiast tego – spokój, lekki, przezroczysty. – Tak – odpowiedziała. – Wróciłam. Ale, Michał… teraz chcę, żeby było inaczej. Skinął głową. I po raz pierwszy niczego nie postanowił za nią. Wieczorem Laura zostawiła walizkę w przedpokoju, otworzyła okno. Zimne powietrze wdarło się do pokoju, ale jej nie było zimno. Na stoliku leżały bilety do Sorrento. Zostawiła je – jako przypomnienie. Przypomnienie, że czasem najważniejszy wybór to wreszcie wybrać siebie.