Zrobiłem to.
***
Ezra trzymał puszkę jak coś cennego i trzy razy prosił mnie, żebym jej podziękował.
To była niedziela, kiedy znowu wspomniał o Marcusie, tym, który dzwonił tylko wtedy, gdy coś było nie tak z jego samochodem, czynszem,
albo jakiś plan, który wymagał małej pożyczki.
„Zanieś mu to”.
„Marcus wpadł w zeszłym miesiącu” – powiedział Ezra, mieszając powoli kawę. „Zapytał mnie, co planuję zrobić z domem”.
„Co mu powiedziałeś?” – zapytałem.
„Powiedziałem mu, że planuję w nim nadal mieszkać”.
Uśmiechnął się na to, ale uśmiech nie sięgnął jego oczu. Na tym poprzestałem.
Wyszedłem tego popołudnia, myśląc, że powinienem przyprowadzić Claire i przedstawić ją porządnie. Ezra by się z tego ucieszył, ale nie miałem okazji.
„Co mu powiedziałeś?”
***
Najpierw zauważyłem lampę na ganku.
Była następna niedziela, jasny październikowy poranek, a lampa na ganku mojego sąsiada wciąż się paliła o 9:00. Ezra nigdy nie zostawiał jej włączonej po wschodzie słońca. Był drobiazgowy w takich sprawach, w drobnych nawykach człowieka, który zbyt długo mieszkał sam.
Stałem na podjeździe z gazetą w ręku i wpatrywałem się w żółtą żarówkę świecącą w świetle dziennym. Czułem, że coś jest nie tak, ale powtarzałem sobie, że po prostu zapomniał i że wspomnę o tym, kiedy będę zostawiał zakupy.
Najpierw zauważyłem lampę na ganku.
Wszedłem do środka, żeby dopić kawę i przeczytać nagłówki, ale nie mogłem się skupić.
***
W południe karetka podjechała pod dom Ezry. Kiedy wyszedłem, sąsiad z naprzeciwka powiedział mi to, co już wiedziałem. Ezra zmarł we śnie. Spokojnie, jak powiedzieli. Miał 84 lata, a ja 40.
Długo stałem na jego trawniku, kiedy wszyscy już wyszli, patrząc na lampę na ganku, którą ktoś w końcu zgasił. Claire znalazła mnie tam godzinę później i nic nie powiedziała. Po prostu wzięła mnie za rękę.
Karetka podjechała.
***
Pogrzeb był skromniejszy, niż się spodziewałem. Znacznie skromniejszy.
Garstka dalekich znajomych stała z tyłu, zmęczony pastor czytał z wytartej książki, a ja wciąż myślałem o tym, jak bardzo Ezra zasłużył na większy pokój.
Po drugiej stronie przejścia wyróżniał się mężczyzna. Miał na sobie elegancki, ciemny garnitur i co chwila zerkał na telefon, poruszając kciukiem, jakby nabożeństwo było dla niego udręką.
Kiedy nabożeństwo się skończyło, miałem już wychodzić, gdy mężczyzna podszedł prosto do mnie.
Jeden mężczyzna się wyróżniał.
„Pewnie jesteś tym facetem od zakupów spożywczych” – powiedział, podając rękę, co bardziej przypominało transakcję niż powitanie. „Jestem Marcus, siostrzeniec Ezry”.
„Anthony” – odpowiedziałem. „Przykro mi z powodu twojej straty”.
Uśmiechnął się blado.
„Jasne. Ponad dekada niedzielnych wizyt, co? To mnóstwo wolnego czasu dla starego człowieka”.
Poczułem, jak zaciskam szczękę, ale starałem się mówić spokojnie.
„Był moim przyjacielem”.
„Dobrze” – Marcus spojrzał ponad moim ramieniem w stronę trumny. „Cóż, przyjaciel czy nie, dom szybko idzie na sprzedaż. Już mam kogoś zainteresowanego. Nie ma sensu go zostawiać”.
„Pewnie jesteś tym od zakupów spożywczych”.
Nie odpowiedziałem. Nie wiedziałem, czy to żal, czy złość sprawiły, że moje dłonie zmarzły, ale wiedziałem, że Ezra nie chciałby sceny na własnym pogrzebie.
Jego siostrzeniec lekko się nachylił.
„Wiesz, ludzie przywiązują się do samotnych staruszków z różnych powodów. Mam nadzieję, że twoje powody były dobre”.
„Nigdy nie wziąłem od niego ani dolara” – powiedziałem cicho.
„Wszyscy tak mówią”.
Siostrzeniec mojego zmarłego sąsiada odszedł, zanim zdążyłem odpowiedzieć, już podnosząc telefon do ucha, jakby rozmowa nigdy nie miała znaczenia.
„Wszyscy tak mówią”.
Stałem i patrzyłem, jak ostatnich kilku żałobników zmierza w stronę parkingu. Miałem już wychodzić, gdy kolejny mężczyzna stanął przede mną, trzymając coś u boku.
„Czy pan jest Anthony? Sąsiad, który pomagał panu Harrisonowi?”
Skinąłem głową.
„Jestem pan Whitman. Byłem prawnikiem Ezry”.
Uniósł drugą rękę i zobaczyłem, co niósł. Była to stara, sfatygowana walizka, skóra na rogach była wyblakła, a zamki matowe od starości.
„Czy pan jest Anthony?”
„Pan Harrison wyraźnie mi kazał to panu przekazać” – powiedział pan Whitman. „Jego słowa były bardzo jasne. To miało być prywatne i tylko dla pana”.
Ująłem ją ostrożnie. Była cięższa, niż się spodziewałem.